Zachęcam Was, Czytelnicy, do zapoznania się z lekturą mojej autorskiej biografii, którą pisałem sam przez wiele miesięcy. Po przeczytaniu jej zapewniam Was, że każdy bez wyjątku doświadczy dwóch silnych emocji, czyli ogromnego wzruszenia oraz oczarowania moją wyjątkową opowieścią, a niektórzy z Was mogą nawet zostać zainspirowani przez to, co ująłem w moim tekście.
Witam wszystkich odwiedzających moją stronę.
Nazywam się Mateusz Łukasz Morys.
Jestem osobą z niepełnosprawnością, która, mimo przeciwności losu, dzieli się swoją ogromną miłością do wspaniałego rodzaju sztuki, jaką bez wątpienia jest kinematografia. Zmagam się z rzadką chorobą o nazwie melanozę skórno - nerwową. Spowodowała ona nieodwracalną blokadę, uniemożliwiającą mi samodzielne pisanie i czytanie. Aby realizować swoją pasję pisania retro recenzji filmów aktorskich, które wpisują się w nurt klasyki kina, korzystam z dwóch specjalistycznych programów stworzonych ogólnie dla osób niewidomych, które są zainstalowane na moim nowym, specjalistycznym komputerze stacjonarnym.
Chcę być znany na światową skalę jako retro recenzent filmowy, dlatego, korzystając z pomocy moich dwóch specjalistycznych programów, stworzyłem do tego działania idealne miejsce, w którym mogę aktywnie spełniać swoje marzenie o dzieleniu się pasją do starych filmów. Tym miejscem jest moja strona internetowa, którą nazwałem w sposób prosty, a zarazem błyskotliwy: Zakątek Recenzenta Mateusza Morysa. Działa ona na platformie Blogger.
Stworzyłem ten artykuł o charakterze autobiograficznym, aby podzielić się swoją nietypową historią ze wszystkimi ludźmi w internecie. Mam nadzieję, że dotrze on do osób z różnymi niepełnosprawnościami,które chciałyby dzielić się swoimi pasjami w internecie, tworząc teksty, w których mogłyby wyrażać swoją twórczość, a niestety, brakuje im odwagi, by stawić czoła swoim chorobom i lękom, aby znaleźć sposób na zrealizowanie swoich marzeń.
Wierzę, że mój artykuł może podnieść na duchu wszystkie osoby z niepełnosprawnościami. Szczególnie chciałbym, aby każda z nich zrozumiała, że można przezwyciężyć wszelkie trudności, jeśli dysponuje się odpowiednim wsparciem i sprzętem, które to umożliwiają.
Rozdział pierwszy. Wczesny okres mojego trudnego życia z rzadką chorobą o nazwie melanoza skórno-nerwowa.
Urodziłem się 30 listopada 2000 roku w szpitalu w mieście Świętochłowice, który potocznie nazywany był przez mieszkańców Starym Szpitalem lub Szpitalem Hutniczym, ponieważ tak się przyjęło powszechnie na niego mówić. Warto dodać, że obecnie ten szpital już nie istnieje. Najpierw został zlikwidowany, a następnie po długim okresie nieczynności, został wyburzony.
W pierwszej godzinie po porodzie lekarz stwierdził podejrzenie posocznicy i zespół przemijających zaburzeń oddychania. Natychmiastowo zostałem przewieziony do miasta Katowice na oddział Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka imienia Świętego Jana Pawła II. Tam zrobili mi szereg wielu badań.
W siódmym dniu życia, czyli 6 grudnia 2000 roku lekarze, którzy przeprowadzali badania postawili mi oficjalną diagnozę, która okazała się dla mojego taty druzgocąca. W wynikach badań widniała nazwa melanoza skórno - nerwowa. Lekarz, który prowadził zespół specjalistów zajmujących się badaniem mnie powiedział moim rodzicom, że choroba jest bardzo rzadka i całkowicie nieuleczalna, a jej przebieg rozwoju przewlekle postępuje i prowadzi do wczesnej śmierci. Dodał, że choroba ma dominujące podłoże genetyczne. Choroba powoduje, że wewnątrz ciała wytwarza się zbyt dużo substancji powszechnie znanej jako melanina, która tworzy na skórze mnóstwo znamion barwnikowych, pokrywających 80% ciała chorego. Te znamiona barwnikowe sprawiają, że osoba cierpiąca na to schorzenie w ogóle nie może przebywać na słońcu, ani na dworze, gdy temperatura jest mega wysoka. Dlatego zaleca się osobom cierpiącym na melanozę skórno - nerwową unikanie przez całe swoje życie słońca oraz przebywania na powietrzu, gdy są wysokie temperatury, czyli najgorsze jest dla tych osób lato i bardzo ciepła jesień. Koniecznie zaleca się podejmowania się spacerów podczas pochmurnej lub deszczowej pogody. W przeciwnym razie promienie słoneczne wytworzą jeszcze więcej melaniny, która sprawi, że pojawi się jeszcze więcej znamion, a każde nawet najlżejsze uszkodzenie znamienia barwnikowego doprowadza do ryzyka utworzenia czerniaka wewnątrz organizmu.
Muszę koniecznie nadmienić, że częstotliwość występowania żywych urodzeń ludzi z moją chorobą obejmuje jeden do dwadzieścia tysięcy. Dotychczas odnotowano 100 przypadków w latach 1861-2000. Jest to swego rodzaju cud, ponieważ większość z tych osób z moim schorzeniem przeżywała od roku do dwudziestu - jeden lat, a mi udało się dożyć aż dwudziestu - pięciu lat. Obecnie ze wszystkich opisanych przypadków tylko ja mam możliwość trwania na tym świecie. Czyni mnie to najdłużej żyjącym przypadkiem z tą chorobą. Czuję kolosalne szczęście, że udało mi się przeżyć wszystkich z moją chorobą i żywię głęboką nadzieję, że los pozwoli mi przeżyć na tym świecie jeszcze więcej czasu, ponieważ mając możliwość pełnego życia, mogę realizować swoje marzenia. Tylko będąc na tym świecie mogę kontynuować moją misję ratowania starych filmów przed bezkresną otchłanią zapomnienia, w którą wpadają one w oczach szerokiej publiczności.
Los postawił mi jako maluszkowi psikusa, ponieważ mój ojciec znalazł się w trudnej sytuacji, gdyż musiał samotnie mnie wychowywać, z powodu mojej matki, która opuściła nas, gdy miałem 2 latka.
Mój tata postanowił wychować mnie pełni samodzielnie, bez wsparcia zewnętrznego, ponieważ nie mógł liczyć na pomoc najbliższych, którzy się od niego nagle odwrócili. Niestety, wszyscy członkowie mojej najbliższej rodziny nie akceptowali faktu, że jestem osobą niepełnosprawną z rzadką chorobą. Przy każdej wizycie w gościach chętnie udowadniali mi to, dając do zrozumienia, że wstydzą się mnie mieć jako członka rodziny. Wiele osób z mojej rodziny nie potrafiło publicznie wśród własnych znajomych przyznać, że ja, osoba niepełnosprawna, jestem częścią ich ślązackiego rodu.
Brak wsparcia ze strony najbliższej rodziny oprócz mojego kochanego czułego tatusia był dla mnie niezwykle trudny, ponieważ pragnąłem, aby każdy z nich nareszcie mnie zaczął akceptować. Chciałem, aby wszyscy z rodziny okazywali mi wsparcie w każdej chwili mojego życia. Niestety, poza moim tatą, nie otrzymałem żadnego wsparcia od innych bliskich. W dzieciństwie powodowało to we mnie ciągły stres, jednak teraz patrząc na to z perspektywy czasu postrzegam to jako doświadczenie, które pozwoliło mi uodpornić się na dyskryminację w innych aspektach codziennego życia takich jak na przykład dyskryminacja niektórych urzędników do osób niepełnosprawnych.
Mój ojciec całkowicie poświęcał się dla mnie na każdym kroku, dbając o zaspokojenie moich wszystkich potrzeb fizjologicznych i emocjonalnych. Zapewniał mi bardzo drogie wyżywienie, abym mógł jeść potrawy, które sprawiały mi przyjemność, a jednocześnie dbał o to, by były to produkty, na które nie byłem uczulony. Zwłaszcza że, gdy byłem mały, byłem uczulony na niemal wszystkie powszechnie uważane za zdrowe produkty spożywcze, dlatego musiałem stosować specjalistyczną dietę. Posiłki były tak bardzo zbilansowane, że nie odczuwałem emocjonalnie sytuacji, które by mi sugerowały, że jem inne jedzenie niż reszta społeczeństwa.
Mój tatuś zawsze w granicach rozsądku kupował mi ubrania, które mi się podobały, aby zapewnić mi komfort noszenia tego, co chciałem nosić na sobie abym mógł podkreślać mój unikalny styl. Zawsze dbał o moje bezpieczeństwo emocjonalne, dzięki czemu nigdy nie czułem, że czegoś mi brakuje. Na każdym kroku wspierał mnie w spełnianiu moich kaprysów, wynikających z moich trudnych i kosztownych pasji. Dzięki temu mogłem iść przez życie z rzeczywistym przekonaniem, że mam się dobrze, mając najwspanialszego tatę na świecie.
Nie minął nawet pierwszy rok życia, a już się okazało, że choroba przyczyniła się do mojego opóźnienia rozwoju psychoruchowego. Oprócz systematycznej kontroli wizyt lekarskich pod kierownictwem neurologa i neurochirurga miałem stałą prywatną rehabilitację ukierunkowaną na systematyczne usprawnianie ruchowe. Co zaskakujące, powodem, dlaczego musiałem mieć pierwsze rehabilitacje tylko w formie prywatnej była sytuacja panująca wtedy na Śląsku, która polegała na tym, że nikt nie wiedział nic o moim nietypowym schorzeniu. W związku z tym każda osoba pracująca jako rehabilitant obawiała się podjąć ryzyko rehabilitacji dziecka, które stanowiło wyjątkowo rzadkim przypadek.
Niestety, w przypadku prywatnej rehabilitacji pojawił się pewien problem. Mój tata, pracując jako urzędnik policyjny, nie zarabiał zbyt wiele. Aby móc ze swojej pensji zaspokoić wszystkie moje potrzeby oraz zapewnić mi rehabilitację, która pozwoliłaby na stabilizację mojego zdrowia i zminimalizowanie ryzyka dalszego pogarszania się mojego stanu, postanowił zaniedbać własne zdrowie, aby umożliwić mi godne życie. W związku z tym mój tata odmawiał sobie wielu rzeczy, aby zapewnić mi to, czego najbardziej potrzebuję. Dzięki temu miałem możliwość prowadzenia zdrowego życia, w miarę możliwości, jakie pozostawiała mi moja choroba.
Teraz, jako dorosły, czuję ogromny podziw dla niego, że potrafił zrezygnować z własnych potrzeb, które również są istotne. Konsekwencją tego, że się dla mnie zaniedbał zdrowotnie jest teraz cierpienie przez niego na wiele chorób, które sprawiają mu ból i utrudniają codzienne życie jak na przykład cukrzyca i nadciśnienie. Staram się na każdym kroku pokazywać mojemu tacie, jak bardzo doceniam jego wysiłki i jak bezgranicznie go kocham. Niestety, nie zawsze potrafię prawidłowo wyrazić to, co czuję poprzez czyny i słowa. Dlatego postanowiłem uwzględnić te myśli w swoim recenzenckim tekście o charakterze osobistej autobiografii. Wierząc, że mój tata przypadkiem przeczyta mój tekst, mam nadzieję, że poczuje ogromną radość, dowiadując się, jak wielkim oparciem jest dla mnie na co dzień i jak jego obecność przynosi mi szczęście i ulgę każdego dnia.
Dopiero w drugim roku życia, mojemu tacie udało się załatwić specjalistyczną rehabilitację finansowaną częściowo z NFZ w miejscu instytucji znanej szerzej pod nazwą „ „Samodzielnym Ośrodku Rehabilitacyjno-Oświatowym dla Dzieci Niepełnosprawnych Centrum Rozwoju Dziecka”. mieszczącym się na ulicy Ułańska 5A w mieście Katowice. Kierownictwo ośrodka, lekarze i zespół rehabilitantów podeszli profesjonalnie do nieznanego im przypadku mało znanej choroby. Uczęszczałem tam do ukończenia dwudziestego pierwszego roku życia, kiedy to ośrodek utracił dofinansowanie z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (w skrócie PFRON) i nie mogłem już tam kontynuować rehabilitacji specjalistycznej jako osoba dorosła. Dzięki lekarzom i wybitnym zespole rehabilitantów z tego ośrodka ukształtowała się można powiedzieć moja aktualna osobowość i postrzeganie otaczającego mnie świata jako osoby niepełnosprawnej w stopniu znacznym, czyli w urzędowym terminie oznaczającym niezdolny do samodzielnej egzystencji.
Gdy miałem trzy miesiące tworzące się zmiany barwnikowe w moim organizmie doprowadziły do następnej choroby, epilepsji. Napady epilepsji występowały kilkanaście razy w ciągu doby. Od tamtego momentu życie mojego ojca stało się nieustannym czuwaniem, aby w trakcie napadu nie wystąpiło zadławienie, ponieważ dla tak małego dziecka oznaczałoby to istny natychmiastowy zgon.
Zanim udało się opanować napady epilepsji farmakologicznie duża ich częstotliwość sprawiła, że fragmenty mózgu w mojej głowie zostały mocno opustoszone, co przyczyniło się do utworzenia permanentnej blokady, która wpłynęła na niemożność do końca mych dni przyswojenia potrzebnej wiedzy do opanowania umiejętności czytania i pisania.
Ta pełna blokada zaczęła być dokuczliwa, gdy miałem siedem lat. Wtedy rozpocząłem naukę w Specjalnej Szkole Podstawowej numer trzydzieści trzy w mieście Chorzów. Dokładnie budynek szkoły znajduje się na ulicy Dyrekcyjna trzy. Mimo, że mój tata tłumaczył wszystkim, których znał nauczycielom, dlaczego nie jestem w stanie przyswoić potrzebnej wiedzy do nabycia umiejętności czytania i pisania. niektórzy nauczyciele bezgranicznie podchodzili w sposób sceptyczny do tych wyjaśnień, albowiem w swojej ślepej ignorancji uważali, że wiedzą lepiej. W każdym dniu doprowadzali mnie do ataków istnej furii, ponieważ ja siebie znam najlepiej i w związku z tym próbowałem ich przekonać, że skoro nie zdołam przyswoić umiejętności czytania i samodzielnego pisania to może niech nauczyciele pouczą mnie czegoś innego, co nie wymaga bezpośredniego czytania lub tradycyjnego pisania. A oni wszyscy zawsze mówili jedno i to samo próbując mi wcisnąć kit do głowy, że kiedyś zdarzy się cud i będę umiał zarówno czytać jak i pisać, więc trzeba się uczyć tego, co inni uczniowie.
Gdy widziałem na co dzień, że moi rówieśnicy rozwijali się pod zakresem czytania i pisania, doprowadzali tym mnie do szczerego poczucia frustracji, bo ja nie mogłem nauczyć się tych dwóch niezbędnych w naszym społeczeństwie umiejętności. Co gorsza ta blokada sprawiła, że nie mogłem robić wielu czynności, które mogli robić moi rówieśnicy. Jako przykład pierwszy, który podam moi koledzy i koleżanki mieli możliwość samodzielnego czytania każdej książki niezależnie od ilości tekstu czy obecności obrazków. A ja niestety nie miałem możliwości czytania książek i musiałem polegać jedynie na książeczkach obrazkowych bez chmurek tekstu wyznaczonych dla małych szkrabów.
Jako przykład drugi, który podam moi rówieśnicy mogli samodzielnie czytać karty, które następnie wykorzystywali do ciekawych strategicznych gier planszowych. Przez to, że nie mogłem robić tego co oni kategorycznie nie chcieli się ze mną zadawać, ponieważ uważali mnie za nieuka graniczącego z kretynizmem. Uważali również, że Pan Bóg popełnił błąd tworząc taki wybryk natury. Ogromnie mnie to bolało emocjonalnie, bo nie chciałem, aby mieli o mnie takie złe zdanie. W kolejnych miesiącach czułem do nich wielką nienawiść, bo na okrągło mi dokuczali przez moją dysfunkcję spowodowaną moją nieodwracalną blokadą. Czułem też ogromniasty żal, że los obdarował mnie taką klątwą.
Jednakże prawdziwy horror miał dopiero nadejść. Któregoś dnia kilku kolegów, którzy widzieli moje znamiona barwnikowe w szatni przestraszyli się ich. Przez to stworzyli sobie w głowie obraz, że gdy mi podadzą rękę to zostaną zarażeni zakaźną chorobą. A następnie swoje obawy przekształcili w wyssaną z palca plotkę, którą zdecydowali się rozpowszechnić po całej szkole. Bardziej serdeczni uczniowie trzymali dystans ode mnie, a ci nienawistni non stop na okrągło mi dokuczali. Nauczyciele próbowali zlikwidować te plotki poprzez wytłumaczenie im, że moja choroba nie jest zakaźna. Niestety uczniowie mieli w głębokim poważaniu te tłumaczenia. A to sprawiało, że nadal byłem traktowany w ten sam wywołujący grozę sposób.
Jedyne rzeczy, które pozwalały mi zapomnieć o tym horrorze odbywającym się w szkole to wykonywanie dwóch ważnych dla mnie czynności w zaciszu domowym powiązanych z moimi pasjami. Pierwszą była zabawa kolekcjonerskimi figurkami, które tematycznie nawiązywały do mojego ukochanego serialu Ben 10 Classic. Które Kolekcjonowałem Często do tej zabawy zapraszałem swojego tatę, abyśmy w ten sposób mogli razem odgrywać różne scenki w ramach spędzania razem czasu. Drugą czynnością było wspólne oglądanie w telewizji z moim tatą pełnometrażowych filmów aktorskich oraz animacji, w tym także wielosezonowych seriali
Po dłuższym czasie realizacji swoich postanowień udało mi się przepracować wszystkie swoje trudne emocje. Zdecydowałem, że nie poddam się i nie pokażę swoim rówieśnikom, że sprawili mi przykrość, ponieważ tylko na to czekają. Chcą, żebym wpadł w psychiczny i emocjonalny dołek, a gdybym w nim utknął, oni odniosą spektakularne zwycięstwo. Postanowiłem przeciwstawić się im, udowadniając, że nie dam się wciągnąć w taki egzystencjonalny kryzys.
Muszę teraz na chwilę wybiec w odległą przyszłość, ponieważ wydarzyło się wtedy coś ważnego, co całkowicie zmieniło moje postrzeganie mojej trudnej choroby w życiu codziennym pewnego dnia, w trakcie przerwy reklamowej podczas przejmującego emocjonalnie dla mnie filmu „Bóg zemsty”. Ta produkcja miała premierę kinową w 2011 roku, ale na antenie polskiej telewizji (konkretnie w TVP) zadebiutowała w 2016 roku. Wtedy podczas moich szesnastu lat mój tata przekazał mi niezwykłe przekonanie, ściśle związane z moją świadomością o trudnościach jakie niesie ze sobą moja choroba, która niczym cichy zabójca doprowadzi mnie do przedwczesnego zgonu. To przekonanie opiera się na tym, że każdy dzień może być dla mnie ostatnim, dlatego warto przechodzić przez życie z myślą, iż każdy dzień zasługuje na radość. Powinno się czerpać z życia pełnymi garściami, aby doświadczyć wszystkich wspaniałych darów, jakie ma ono do zaoferowania. Jeśli będą istniały możliwości finansowe oraz zdrowotne, aby spełniać swoje marzenia to spełniam je pełną parą, ponieważ tylko wtedy w chwili, gdy nadejdzie czas pożegnania z tym światem, będę mógł z pełnym przekonaniem stwierdzić, że najlepiej przeżyłem swoje życie. Słowa taty, które ukształtowały to przekonanie stały się dla mnie obietnicą, że każdego dnia będę dążył do spełnienia swoich pragnień.
Gdy byłem mały, bardzo spodobał mi się elegancki ubiór mężczyzn, którzy byli postaciami o arystokratycznych więzach krwi z filmów telewizyjnych pochodzących z Wielkiej Brytanii. Pytałem taty, czy będę mógł się tak na co dzień ubierać, a on mi powiedział: „Kochany synu, nie byłoby nas stać finansowo na zakup takiej garderoby, więc niestety nie będziesz mógł jej posiadać”. Wtedy powiedziałem tacie, że jak dorosnę, to zdobędę pracę i kupię sobie tyle eleganckiego odzienia, aby nosić je na co dzień. I na szczęście udało mi się już w pełni zrealizować do wszystkie moje pragnienia zdobycia eleganckiego odzienia marzeń.
Niestety, w moim osobistym odczuciu, wielu nauczycieli w mojej szkole nie akceptowało faktu, że mój tata nie wychowuje mnie zgodnie z tradycyjnymi w Polsce normami. Według mojego taty w naszym kraju panuje przekonanie, że chłopcy powinni być wychowywani według klasycznego modelu socjalizacji. Stereotypy dotyczące kształtowania u chłopców tłumienia emocji oraz zakazu okazywania słabości prowadzą do tego, że są oni stymulowani do rywalizacji i dążenia do bycia sprawczymi. W rezultacie kształtuje się w nich przekonanie, że prawdziwy mężczyzna powinien radzić sobie ze wszystkimi problemami samodzielnie nie powinien prosić nikogo o pomoc. Wzorzec ten, często określany mianem wychowywania na „twardziela”, zmusza do dostosowania się do sztywnych ram kulturowych, co odbywa się kosztem rozwoju empatii i odporności psychicznej. Cechy takie jak uległość czy opiekuńczość bywają w tym kontekście piętnowane. Ugruntowuje się w nich niepokojące przekonanie, że szacunek dla każdego człowieka nie jest konieczny.
Dla mojego taty ten tradycyjny model socjalizacji pochłonięty wieloma stereotypami był absurdalny do granic możliwości. Dlatego, wychowując mnie, postanowił udowodnić polskiemu społeczeństwu, że chłopców można wychowywać w inny sposób. Zamiast opierać się na tradycyjnych metodach socjalizacji, zdecydował się na zupełnie odmienne podejście, które nazwał metodami niekonwencjonalnego wychowania. Nauczył mnie, że jeśli nie czuję potrzeby rywalizacji z kimś w grze planszowej nie muszę tego robić. Pokazał mi, że jeśli chcę wyrazić swoje emocje poprzez płacz, powinienem to zrobić, aby poczuć się emocjonalnie uwolniony. Tłumienie emocji jest szkodliwe, ponieważ wyniszcza nas od wewnątrz. Dzięki temu sposobowi myślenia w dorosłym życiu nie tłumię emocji, co pozwala mi lepiej je zrozumieć. To z kolei umożliwia mi głębsze pojmowanie uczuć innych ludzi oraz postępowanie w sposób, który nie rani ich emocji. Potrafię wyczuwać uczucia innych. Moje postępowanie przyciąga do mnie ludzi, ponieważ jestem postrzegany jako osoba niezwykle życzliwa. Dzięki umiejętności nawiązywania głębszych i bardziej wartościowych relacji, te które tworzę, są na tyle silne, że potrafią przetrwać wiele lat. Brak chęci rywalizacji z innymi pozwala mi skupić się na sprawach, które są dla mnie istotne, co wspiera w dorosłym życiu mój rozwój intelektualny oraz karierę zawodową. Moja siła psychiczna jest na tyle stabilna, że jestem odporny wewnętrznie dzięki otwartemu podejściu do przepracowywania swoich emocji.
Tata nauczył mnie, że nawet jeśli ma się pracę, nigdy nie można być całkowicie samowystarczalnym, ponieważ każdy człowiek w pewnym sensie polega na innych na przykład w momencie zatrudnienia stajemy się zależni od łaskawości lub nie łaskawości pracodawcy. Dlatego warto iść przez życie z przekonaniem, że zawsze będziemy potrzebować wsparcia innych ludzi. Należy być otwartym na pomoc, aby osiągnąć swoje ambicje, ponieważ to właśnie inni mogą dostarczyć nam perspektywy i możliwości realizacji naszych celów.
To przekonanie sprawia, że w dorosłym życiu nie mam problemów z proszeniem innych o pomoc w sytuacjach, gdy potrzebuję koniecznego wsparcia innej osoby. Dzięki temu potrafię również lepiej docenić pracę zarobkową jaką los postanowił mi dać. Doceniam wszelkie perspektywy, które zdobyłem za sprawą specjalistycznym oprogramowaniom komputerowym, które w ogóle są adresowane do ludzi pozbawionych wzroku. Doceniam każdą szansę na rozwój, którą otrzymałem dzięki zaangażowaniu osób, które zaoferowały mi swoją pomoc. Czerpię z tego pełnymi garściami, konsekwentnie realizując wszystkie swoje ambicje.
Tata nauczył mnie, że bliscy sobie emocjonalnie ludzie w relacji przyjacielskiej powinni być dla siebie opiekuńczy. Zawierając przyjaźnie weryfikuję kierując się pragnieniem, aby znaleźć osobę, która zechce wprowadzić wzajemną postawę opiekuńczą w naszą relację.
Mój tata postanowił przekazać mi wszystkie według siebie dżentelmeńskie wartości, które mają ogromny wpływ na moje dorosłe życie. Dzięki temu w każdej sytuacji postępuję jak prawdziwy kulturalny mężczyzna. Mój tata pokazał mi, że każdego człowieka należy traktować z należytym szacunkiem, niezależnie od jego statusu społecznego i że ważne jest dotrzymywanie bezgranicznie każdej obietnicy oraz branie odpowiedzialności za własne czyny. Unikam arogancji i buduję swoją wartość bez poniżania innych. Cenię wiedzę, którą nieustannie otrzymuję od innych ludzi, stopniowo staram się podnosić swoje kwalifikacje intelektualne i w każdym dniu pielęgnować ciekawość życia. Ochrona prywatności innych oraz nieujawnianie cudzych tajemnic to dla mnie dominująca wartość.
Jako osoba, która została wychowana w duchu kultury dżentelmeński, zawsze staram się słuchać innych. Uważam, że liczenie się ze zdaniem innych ludzi, jest niezwykle ważne, i nigdy nie traktuję ich z góry. Mam wpojone, że za każdym razem, gdy kobieta musi wejść do budynku, otwieram drzwi, przepuszczam ją przodem oraz pomagam jej w zdejmowaniu okrycia wierzchniego o ile kobieta nie ma nic przeciwko temu. Unikam niestosownych żartów, wszelkich plotek oraz dbam o prywatność i dobre imię innych. Pozwalam innym wypowiedzieć się do końca, nie przerywam czyjejś wypowiedzi i okazuję szczerze zainteresowanie daną osobą, z którą akurat rozmawiam. Mój uścisk dłoni jest zawsze pewny, jednak to osoba wyższa rangą decyduje o jego zainicjowaniu. Nigdy nie podnoszę głosu, nawet jeśli rozmowa ma przebieg wykraczający na granicy kłótni. Odpowiadam na wszystkie maile sprawnie zawsze dbając o poprawną formę, okazując szacunek poprzez grzecznościowe zwroty.
Stosując taki niekonwencjonalny sposób wychowania, mój tata nie tylko obalił istniejące stereotypy, ale także pokazał, że można wychować wartościowego mężczyznę, który ceni emocje i wartości bardziej niż korzyści materialne i który wierzy, że te czynniki są kluczowe w budowaniu wspaniałych trwałych relacji z innymi ludźmi.
Sposób, w jaki mój tata mnie wychował, miał niesamowicie istotny wpływ na mój rozwój jako osoby publicznej. W moim życiu zawodowym odnoszę znacząco wielkie sukcesy, które zawdzięczam jego wspaniałemu wychowaniu.
Mój kochany tatuś wpoił mi pokorę, której wielu osobom brakuje, a która jest wręcz niezbędna, aby móc osiągnąć cokolwiek w życiu. Gdybym nie był wychowany w sposób nietypowy, nie osiągnąłbym niczego, co udało mi się już osiągnąć.
Każdy sukces w rozwijaniu moich zainteresowań, związanych z moim rozwojem jako hobbystycznego recenzenta filmowego, nie przynosi mi dochodu, ponieważ nie jest to moim celem. Skupiam się na budowaniu własnej marki mojej strony, dzieląc się szczerze swoją pasją z innymi. Konsekwentnie podnoszę swoje kwalifikacje, aby zwiększyć swoją renomę w Internecie. Moje osiągnięcia są również uwarunkowane moim wychowaniem. Bez solidnych fundamentów, które wyniosłem z domu, nie miałbym wartości, które pozwalają mi odnosić spektakularne sukcesy. Ludzie doceniają moją życzliwą naturę, a dobro, które ofiarowuję światu, wraca do mnie z podwójną siłą.
Poświęcenie mojego taty, który wychował mnie samodzielnie, dowodzi, że panujące w Polsce stereotypy dotyczące ojców samotnie wychowujących dzieci są niewłaściwe. W rzeczywistości nie jest tak, jak sugerują te stereotypy, że to matki najczęściej zajmują się dziećmi, a ojcowie uciekają od odpowiedzialności. W moim przypadku to matka uciekła od odpowiedzialności, a mój ojciec wziął na siebie cały wielki ciężar rodzicielstwa, który powinien spoczywać na obojgu rodziców w procesie wychowywania dziecka.
Działania mojego taty dowodzą, że ojcowie wychowujący dzieci samodzielnie potrafią zaspokoić wszystkie ich potrzeby emocjonalne, materialne oraz rozwojowe pod kątem intelektualnym. Przekonanie panujące w Polsce, że do tego celu niezbędni są oboje rodzice, jest więc nietaktowne. Stwierdzenie, że jeden rodzic nie jest w stanie zapewnić wszystkiego, jest błędne, ponieważ mój tata wychował mnie samotnie, oferując mi wszystko, czego potrzebowałem, bez żadnej pomocy osób z zewnątrz.
Przykład niektórych nauczycieli z mojej szkoły podstawowej ilustruje, że ignorancja, mimo wysokiego wykształcenia osób będących nauczycielami, które posiadają dyplomy pedagogiczne, nie zna granic. Dotyczy to szczególnie niektórych szkół specjalnych, które z założenia powinny być dostosowane do potrzeb uczniów z niepełnosprawnościami. Obrazuje to, że w wielu placówkach dla osób niepełnosprawnych brakuje kadry pedagogicznej, która posiadałaby wysoką samoświadomość oraz zrozumienie ograniczeń, z jakimi borykają się uczniowie z różnymi ograniczeniami. W związku z tym nie ma osób wśród nauczycieli, które by z czystej przyzwoitości potrafiły sobie odmówić nauczania umiejętności, które uczniowie z powodu swoich osobistych barier nie będą w stanie nigdy przyswoić. Te przeszkody są zbyt silne, aby wiedza, którą próbują im przekazać, była dla nich osiągalna.
Gdy osiągnąłem wiek ośmiu lat, podczas terapeutycznej rozmowy z moją dawną psycholożką Małgorzatą , którą traktowałem jak matkę, jakiej nigdy nie miałem w swoim życiu, uświadomiła mi, że mój ukochany serial „Ben 10 Classic” ukształtował mój kodeks moralny. Mam identyczny zasady życiowe, jak główny bohater, Benjamin Tennyson, z wymienionego serialu.
W związku z tym, to czego nauczył mnie Benjamin ma na mnie kluczowy wpływ. W dorosłym życiu kieruję się przekonaniem, że zanim podejmie się jakąś decyzję trzeba przemyśleć czy decyzja, którą chce się podjąć jest zgodna z kodeksem moralnym, aby wybór, który zastosuję był słuszny.
Wybór działania, które podejmuję musi pasować do obrazu wartości, którymi się kieruję, a które stanowią kwintesencję mojej osobliwej osobowości. Słuszne decyzje często wymagają poświęceń, ale rozumiem je i akceptuję, ponieważ wynikają z moich wszelkich priorytetów. Po podjęciu decyzji nie czuję się „wypompowany” emocjonalnie, nie towarzyszy mi poczucie pustki czy bezsilności. Mogę ją uzasadnić przed samym sobą, nawet jeśli wymaga podjęcia bardzo trudnych kroków.
Nie zawsze oznacza to wybór obiektywnie najlepszego rozwiązania dla wszystkich osób z mojego otoczenia, lecz taki, który z upływem czasu przynosi wewnętrzną ulgę. Jestem w stanie uzasadnić mój wybór przed samym sobą, nawet jeśli wiąże się on z wymagającymi działaniami. Pozwala mi czuć się w zgodzie ze sobą. Mój wewnętrzny kodeks moralny sprawia, że te działania, które podejmuję zgodnie z moimi zasadami przynoszą zawsze pozytywne rezultaty.
Wtedy złożyłem sobie obietnicę, że za każdym razem, gdy założę do swojego ubrania jako dodatek zabawkowy model zegarka prototypu Omnitrixa z omawianego serialu, będę postępować jak mój bohater, niezależnie od trudności, jakie przyniesie mi życie. Ta deklaracja towarzyszy mi nieprzerwanie przez całe moje życie.
Mój przykład dowodzi, że fikcyjne postacie zaprezentowane w filmach aktorskich pełnometrażowych lub seriali animowanych mogą mieć istotny wpływ na rozwój wartości, które ludzie przekładają na swoje życie, kierując się sztywno określonymi zasadami. Wpływają one na przebieg podejmowanych przez ludzi wielu decyzji.
Moje zachowanie we wczesnym dzieciństwie pokazuje, że pasja odgrywa kluczową rolę w rozwoju każdego człowieka. To ona stanowi naszą siłę napędową do działania, dzięki której możemy czuć się spełnieni w dążeniu do naszych celów.
Działania z mojego wczesnego dzieciństwa również ukazują, że pasja może uratować każdego człowieka w trudnych momentach życia. Pozwala ona zapomnieć o bolesnych przeżyciach i oferuje możliwość relaksu od tuzina trudnych emocji.
Zachowanie uczniów ze szkoły podstawowej wobec mnie ilustruje jak osobiste uprzedzenia i lęki, wynikające z niezrozumienia nietypowych cech wyglądu innych ludzi, mogą prowadzić do strachu, który często skłania do irracjonalnych działań. Fakt, że osoby niepełnosprawne zachowały się absurdalnie w stosunku do mnie, dowodzi, że takie zachowania nie są związane z żadną znaną przez ogół hierarchią społeczną i mogą występować u każdej osoby, która napotyka coś, czego nie potrafi zrozumieć.
Postępowanie moich rówieśników ze szkółki podstawowej, którzy rozsiali w mojej szkole plotkę o tym, że jestem zarażony chorobą zakaźną, mimo że w rzeczywistości nie miałem takiej choroby, dowodzi, że wśród ludzi niepełnosprawnych również zdarzają się osoby, które wymyślają fałszywe historie wyciągnięte z paluszka, aby zniszczyć reputację innych. Więc tworzenie fałszywych informacji nie dotyczy tylko osób zdrowych.
Reakcja szerszego grona uczniów w mojej szkole ukazuje, jak niebezpieczne mogą być plotki. Potrafią one szybko zrujnować reputację, a odbudowanie dobrego imienia w oczach innych bywa niezwykle trudne. Proces ten często trwa wiele lat, a w niektórych przypadkach może okazać się całkowicie niemożliwy.
Reakcja wszystkich moich rówieśników z podstawówki, którzy nie uwierzyli w wyjaśnienia moich nauczycieli, była bardzo zaskakująca dla mnie. Nauczyciele mówili im, że moja choroba nie jest zakaźna, ale mimo to wciąż im nie wierzyli. Ich zachowanie udowadnia, że wiele ludzi woli wierzyć w plotki niż w prawdę, która nie jest sensacją. Te działania pokazują, że ograniczone myślenie nie dotyczy wyłącznie osób zdrowych, ale może również występować u jednostek mających niepełnosprawności. W sytuacjach, gdy umysł jest ograniczony na przyswajanie nowych informacji, trudno jest wytłumaczyć takiej osobie cokolwiek.
Działania, które podejmowałem we wczesnym dzieciństwie, pokazują, że już od najmłodszych lat, mimo braku świadomości, posiadałem wewnętrzną siłę, która pozwalała mi stawić czoła emocjonalnym wyzwaniom, z jakimi musiałem się zmierzyć w swoim życiu, nie poddając się trudnym emocjom.
Uważam, że ta potężna siła, którą nosiłem w sobie, wynikała z obecności bliskiej mi osoby, która wspierała mnie w każdej chwili mojego życia, niezależnie od tego, czy zgadzała się z moimi decyzjami, czy też nie. Tą osobą był mój najwspanialszy na świecie tatuś.
Sytuacja z mojego dzieciństwa, w której po opanowaniu skrajnych uczuć, podjąłem decyzję, w której postanowiłem, że się nie poddam i nie pokażę rówieśnikom, że wpadłem w jakikolwiek egzystencjalny kryzys, na który oni liczyli, że go doświadczę ku ich emocjonalnej wrednej satysfakcji. Moja postawa pokazuje, że każdy człowiek, niezależnie od wieku, jest w stanie podjąć właściwą decyzję, gdy opanuje swoje każde trudne uczucie. Moja decyzja dowodzi również, że w przypadku osób, które znęcają się nad innymi, należy wykazać swoją wyższość, aby wszyscy, którzy próbują manipulować, nie odnieśli spektakularnego zwycięstwa. Wobec takich osób nie ma lepszego rozwiązania niż unikanie prób przemawiania do rozsądku tych, którzy z natury go nie posiadają.
Rozdział drugi. Nastoletnie lata Mateusza Morysa.
Horror szkolny zakończył się, gdy miałem siedemnaście lat. Starzy uczniowie znaleźli sobie nowego kozła ofiarnego, więc w końcu mogłem doznać od nich bezgranicznie świętego spokoju. Pojawili się nowi uczniowie, którzy wzbudzili we mnie nadzieję, że w końcu zechcą nawiązać ze mną przyjacielską relację.
Gdy doświadczyłem świętego spokoju od swoich dręczycieli, poczułem psychiczną ulgę, ponieważ wreszcie uwolniłem się od ludzi, którzy przez długi czas mi dokuczali. Później ogarnęło mnie wielkie podekscytowanie na myśl, że w szkole, gdzie musiałem z musu prawnego obowiązkowej edukacji przebywać, nie będę już słyszał żadnych przykrości kierowanych w moją stronę.
Po kilku dniach poczułem się naprawdę ogromnie zaskoczony, gdy nowi uczniowie nawiązali ze mną przyjacielską relację. To pozytywne zaskoczenie wynikało z faktu, że nikt wcześniej nie chciał ze mną nawiązać żadnych koleżeńskich więzi. A następnie u mnie nadeszła wielka, prawdziwa radość. Bez wahania zgodzili się wymienić numerami telefonów, jednak nie spodziewałem się, że pojawią się nowe problemy związane z dysfunkcją spowodowaną moją nieodwracalną blokadą.
Po zakończeniu pierwszej rozmowy telefonicznej nowo poznani rówieśnicy chcieli, abym z nimi pisał SMS-y. Prosiłem swojego tatę o pomoc, aby przeczytał mi te wiadomości SMS, a następnie pomógł mi pisząc za mnie to, co mu podyktuję. Po kilku tygodniach poczułem się mocno zależny od nieustannej pomocy swojego ojca. Gdy się oswoiłem z tą zależnością zapragnąłem być bardziej samodzielny w kontaktowaniu się ze swoimi nowo poznanymi znajomymi. Aby to osiągnąć postanowiłem poprosić tatę o pomoc w napisaniu do nich następującej wiadomości, gdzie wyjaśniłem im, dlaczego nie potrafię czytać i pisać samodzielnie, a następnie w treści wiadomości poprosiłem ich, aby kontaktowali się tylko przez tradycyjne połączenia komórkowe, czyli głosowe rozmowy niezależne od komunikatorów internetowych.
W ramach odpowiedzi otrzymałem najgorszą na świecie reakcję na tak mega szczere wyznanie: milczące dni, które doprowadzały mnie do szału, bo nie wiedziałem, co oni myślą o wysłanej przeze mnie prośbie. Po tych dniach w szkole chodziłem za nimi wymuszając odpowiedź na tego SMSa, a oni powiedzieli, że nie mają zamiaru kontaktować się z kimś, kto preferuje tylko klasyczne połączenia przez telefon, ponieważ to jest dla nich nie do pomyślenia, gdyż oni kochają pisać. A ja im zaproponowałem, że w takim razie może zaczniemy umawiać się na koleżeńskie spotkania w sposób tradycyjny, czyli bezpośrednie rozmowy, a oni odpowiedzieli, że nie mają czasu a nawet gdyby mieli to nie poświęcaliby go takiemu przestarzałemu tradycjonaliście, którym według nich jestem ja. Gdy to usłyszałem zrobiło mi się niezmiernie przykro. Błyskawicznie pobiegłem do męskiej łazienki zamykając się w kabinie, aby się na spokojnie wypłakać bez zbędnej publiki.
Po opanowaniu skrajnych emocji, które wywołała nieprzyjemna rozmowa, postanowiłem wycofać się z nawiązywania koleżeńskich relacji z rówieśnikami i zacząłem traktować ich jedynie jako współklasowiczów. których obecność jestem zmuszony nieustannie tolerować. W szkole doszedłem do wniosku, że żaden z uczniów w mojej placówce nie zasługuje na bliską relację, skoro tak okropnie mnie traktują. Gdybym nie podjął się nieustannego tolerowania obecności uczniów nauczyciele uważaliby mnie za kogoś, kto chce być odludkiem, a ja nie chciałem, aby w szkole wśród nauczycieli panowało takie o mnie przekonanie. Zamiast szukać znajomych postanowiłem skupić się na rozwijaniu swojej pasji, czyli kolekcjonowaniu gadżetów z serialu „Ben 10 Classic”.
Postanowiłem wzbogacić swoje plany o pielęgnowanie mojej drugiej pasji, jaką jest wielce ukochana przeze mnie gałąź przemysłu rozrywkowego, czyli kinematografia, poprzez poszerzanie wiedzy na jej temat. Zamierzałem osiągnąć poszerzanie wiedzy przy pomocy podjęcia inicjatywy częstego oglądania przeróżnych programów telewizyjnych, w których leciały genialne i bardzo ciekawe filmowe produkcje.
Reakcja moich rówieśników na dowiedzenie się, że nie umiem samodzielnie czytać i pisać przez moją permanentną blokadę pokazuje, że osoby, które całe życie umieją samodzielnie czytać i pisać oraz uwielbiają pisać esemesy nie potrafią zrozumieć osób nielicznych, które nie są w wieku dziecięcym, a tego nie umieją robić. To pokazuje, że nasza edukacja powinna wspominać o tych nielicznych osobach, bo wtedy nie byłoby nietolerancji, w momencie, gdy jedna z tych osób nie mogłaby napisać samodzielnie SMS-a, ponieważ nie każdą z osób stać na profesjonalne specjalistyczne oprogramowanie, które wyręczają w robieniu samodzielnie tych czynności, z których nie umieją sami robić w cyfrowym świecie. Niestety nasz system edukacyjny nie bierze pod uwagę nielicznych jednostek i trzeba się z tym po prostu pogodzić.
Z perspektywy czasu uważam, że podjąłem słuszną decyzję, ponieważ wycofanie się z koleżeńskich kontaktów i traktowanie rówieśników, którzy chodzili ze mną do szkoły, nie jako kolegów i koleżanek, lecz tylko współklasowiczów, okazało się niezwykle pomocne w trudnym okresie mojego życia, kiedy za każdym razem, gdy spotykałem te osoby osobiście, odczuwałem smutek.
Sytuacja, w której moje pasje pozwoliły mi zapomnieć o trudnych sprawach związanych z moją szkołą, dowodzi, że pasja jest niezbędna w życiu każdego człowieka. Umożliwia ona relaks w trudnych chwilach, przynosi radość oraz silną motywację do działania. Sprawia, że codzienne życie nabiera większego celu i nie staje się pustą rutyną. Pomaga wstawać rano z uśmiechem i dodaje sił w obliczu trudności, zwłaszcza gdy choroba przytłacza człowieka. Chroni nas przed nudą, stresem i wypaleniem psychicznym. Umożliwia odkrywanie nowych zdolności oraz doskonalenie się w tym, co kochamy najbardziej.
Rozdział trzeci. Dorosłe życie z rozwojem osobistym.
Gdy osiągnąłem wiek lat osiemnastu usłyszałem na przerwie w szkole, że na platformie społecznościowej Facebook są grupy tematyczne poświęcone popkulturze, na których niby można poznać ciekawych ludzi i dyskutować na intrygujące tematy poprzez podjęcie inicjatywy pisania komentarzy. Bardzo chciałem skorzystać z tej możliwości, ponieważ w tym wieku czułem ogromną potrzebę posiadania znajomych, z którymi mógłbym spędzać czas na interesujących rozmowach. Słuchając tych wszystkich wypowiedzi, uwierzyłem, że dzięki temu w końcu będę miał szansę poznać przyjaciół o podobnych pasjach. Niestety wtedy przypomniała mi się moja nieodwracalna blokada związana z brakiem zdolności czytania i pisania, która by na pewno mi to uniemożliwiła.
Czułem ogromną frustrację, ponieważ pragnąłem brać udział w dyskusjach tematycznych, tak jak moi rówieśnicy na platformie społecznościowej Facebook. Wkurzało mnie, że z powodu mojej nieodwracalnej blokady nie mogłem mieć konta na Facebooku i uczestniczyć w tych rozmowach. Często płakałem w poduszkę z powodu smutku, ponieważ brakowało mi samodzielnych możliwości wykonywania pisania i czytania, co uniemożliwiało mi nawiązywanie znajomości w internecie, tak jak udawało się ro moim rówieśnikom. Pewnego dnia mój tata wszedł do mojego pokoju, gdy byłem w naprawdę trudnym stanie czując potężne rozżalenie tą beznadziejną dla mnie sytuacją. Zapytał mnie, dlaczego płaczę i wyżywam się na poduszce, bijąc ją niczym worek bokserski. Opowiedziałem mu całą sytuację, a mój tata obiecał, że wkrótce znajdzie sposób, abym mógł zacząć uczestniczyć w świecie Facebooka. Odpowiedziałem mu, że bardzo mu dziękuję i postaram się szybko uspokoić, jednak wewnętrznie nie byłem w stanie uwierzyć, że rzeczywiście znajdzie ten sposób, ponieważ byłem na to aż nazbyt załamany w tamtym trudnym okresie mojego życia.
Z perspektywy czasu uważam, że ten ciężki etap mojego życia, kiedy nie mogłem korzystać z mediów społecznościowych, a co za tym idzie nie mogłem nawiązywać nowych znajomości drogą online był dla mnie frustrujący, ponieważ przez tę blokadę nie mogłem uczestniczyć w tych samych aktywnościach społecznych co moi rówieśnicy, co w pewnym sensie ograniczało mnie jako członka społeczeństwa. Lecz uważam, że trochę przesadzałem, jeśli chodzi o brak wiary w to, że mój tata znajdzie sposób, aby umożliwić mi branie udział w sprawach związanych z mediami społecznościowymi. Powinienem był uwierzyć, że szybko znajdzie rozwiązanie, zwłaszcza że zawsze potrafi poradzić sobie z różnymi problemami, ponieważ jest osobą niesamowicie pomysłową.
W tym samym okresie natknąłem się przypadkiem na stronę internetową z różnymi materiałami video, czyli YouTube, na którym widniał kanał IHBD gigantycznego maniaka popkultury Łukasza Stelmacha. Pan Łukasz w jednym ze swoich materiałów filmowych recenzji filmów kinowych powiedział, że recenzenci posiadają wielką moc, bowiem dobrze napisana recenzja ma wpływ na wyniki kasowe w kinach, po czym dodał, że dobra argumentacja w recenzji może zachęcić lub zniechęcić do sięgnięcia po dany tytuł.
Słowa pana Łukasza zainspirowały mnie do tego stopnia, że poczułem silne pragnienie stać się hobbistycznym retro recenzentem filmowym. Ponieważ zdałem sobie sprawę, że jak stanę się znany jako hobbistyczny retro recenzent filmowy to będę mógł dzielić się swoją pasją do klasycznego kina na skalę światową. Chciałbym napomknąć jak w moim osobistym odczuciu klasyka kina jest niezwykle bogata w fascynujące narracje opowieści.
Zapragnąłem robić recenzje filmów, aby mieć tą omawianą przez pana Łukasza potęgę wpływu na odbiór filmów przez szerokie grono odbiorców. Niestety, wtedy zapaliła mi się czerwona lampka mówiąca mi, że nie zdołam tworzyć omawianych przez pana Łukasza pisemnych recenzji przez to, że mam tą przeklętą nieodwracalną blokadę.
Jednakże podjąłem decyzję, że nie będę słuchać swojej głowy, która cały czas mi przypomina o dysfunkcji spowodowanej piekielnie trudną blokadą i po prosiłem swojego ojca o błyskawiczną pomoc w znalezieniu sposobu na tworzenie recenzji filmowych. Mój ojciec, Krzysztof Morys mi powiedział, że przejrzy kanał pana Łukasza Stelmacha i podczas oglądania materiałów tego niezwykłego youtubera dostrzegł, że on zajmuje się też robieniem wideo recenzji filmów. W kolejnych dniach mój ojciec zaproponował mi, że również mógłbym się czymś podobnym zajmować.
Zdecydowałem się spróbować z nadzieją gwarancji sukcesu. Tata uruchomił kamerę, po czym ja do niej przemawiałem o filmie „Avengers” z 2012 roku. Niestety po przejrzeniu wykonanego nagrania nie spodobało mi się kategorycznie, że nagranie zniekształciło za mocno mój głos. Co więcej oglądając je, było widać, że czuję się bardzo niekomfortowo. Więc uznałem, że lepiej wycofać się z dalszych prób nagrywania siebie, żeby nie było ryzyka, że ludzie z Internetu zaczną mnie szykanować mową nienawiści jak dawniej rówieśnicy ze szkoły. Po kilku dniach mój tata słysząc zrezygnowaną decyzję z mojej strony odnośnie nagrań powiedział, że będzie rozmyślał nad innym rozwiązaniem, bo chce abym miał możliwość realizowania się jako recenzent filmowy, ponieważ widzi on, że pragnę szczerze z całego serca zajmować się recenzowaniem filmów i chce, aby to marzenie stało się rzeczywistością dla mnie.
Wyznanie taty podniosło mnie na duchu, ponieważ uwierzyłem, że rzeczywiście znajdzie ten sposób, aby umożliwić mi zostanie hobbystycznym retro recenzentem filmowym. Jego słowa udowodniły mi również, że niezależnie od tego, jak będę się zachowywał pod wpływem emocji, on zawsze będzie mi okazywał swoją bezgraniczną miłość, wspierając mnie w każdej decyzji, którą podejmę, gdyż pragnie, abym rozwijał się pod takim kątem, jak sobie życzę.
Kiedy doświadczyłem jego wyznania czułem się głęboko wzruszony, albowiem jego wyznanie dotknęło głęboko mojego wrażliwego serca. Wtedy nie sądziłem że jedno krótkie wyznanie może wywołać w moim serduszku taką potężną reakcję. Zapragnąłem całkowicie oddać się temu uczuciu, bo wiedziałem, że to nie jest niszczenie emocjonalne, ale wprowadzenie kolejnej głębokiej emocji, którą można nazwać uwielbieniem, że będę mieć zawsze wsparcie w jego osobie. Każdy gest z jego ojcowskiej strony wzruszał mnie tak mocno, że zalewała mnie zewsząd fala wdzięczności, której nie da się opisać żadnymi istniejącymi w słowniku słowami.
Zanim wyruszyłem do szkoły to podczas śniadania oglądałem na kanale telewizyjnym TVN program śniadaniowo - telewizyjny Dzień dobry TVN. W trakcie oglądania dowiedziałem się, że najlepszym sposobem na dzielenie się ze światem swoimi pasjami jest prowadzenie stron o charakterze bloga. W tym przypadkowym odcinku, gdzie się o tym dowiedziałem występował bardzo znany bloger Szymon Czupkiewicz, który prowadzi bloga kulinarnego.
Wtedy wpadła mi do głowy nagła myśl, że cudownie by było stworzyć bloga, w którym publikowałbym swoje autorskie recenzje retro filmów, skoro kulinaria się u pana Szymona sprawdziły. A następnie przyszła mi myśl, że wspaniale byłoby już rozpocząć pracę nad tworzeniem recenzji filmów, skoro już postanowiłem, że chcę utworzyć bloga z pomocą taty.
Później zalała mnie fala frustracji, gdy sobie uświadomiłem, że nie dam rady dzielić się pasją do filmów poprzez tradycyjne pisanie recenzji w związku z moją nieodwracalną blokadą. W tym momencie zrobiło mi się bardzo smutno i poczułem gniew wiedząc, że inni ludzie mogą dzielić się ze światem swoimi pasjami i talentami a ja jestem tak mocno ograniczony, gdyż nie jestem fizycznie w stanie sam napisać recenzji obejrzanych przez siebie starych filmów.
W tym momencie mój tata wszedł do mojego pokoju niczym smok, a następnie zadał mi pytanie „Czemu płaczesz?”. Ja tacie powiedziałem, jak się czuję z tą świadomością, że znowu nie mogę kolejnej rzeczy realizować przez te ograniczenia spowodowane tą złośliwą nieodwracalną blokadą, po czym dodałem, że mam bezgranicznie tego dość.
Mój tata powiedział, że informatycy stworzyli rozwiązanie, które jest pomyślane o grupie odbiorców pozbawionych wzroku, aby mogli pisać głosem i żeby oni mogli czytać bez potrzeby patrzenia w monitor. Dodał, że myśli, że te programy mogłyby też udzielić mi pomocy poprzez wyręczanie mnie w tych czynnościach, których nie jestem w stanie robić sam przez tą wewnętrzną blokadę.
Poczułem ogromne szczęście, gdy dowiedziałem się od taty, że w świecie informatyki istnieją programy, które pomogą mi przezwyciężyć moją nieodwracalną blokadę, uniemożliwiającą mojej osobie samodzielne czytanie i pisanie, zwłaszcza w kontekście perspektywy poprawy mojego życia, która daje mi poczucie, że jestem zdrowszy niż w rzeczywistości, co daje mi możliwość być choć częściowo samodzielny w świecie cyfrowym.
Powiedziałem, że ta informacja jest rewelacyjną wiadomością.
Moją pierwszą reakcją było powiedzenie „Biegnij szybko, tatusiu do sklepu i kupuj błyskawicznie te programy”. Mój tata zaś odpowiedział, że nie będzie łatwy zakup tych programów, bo po pierwsze są bardzo drogie, a po drugie musimy spełnić sztywne i konkretne wytyczne rządu, aby zakwalifikować się do nabycia tych programów. Jednakże obiecał rozmówić się z psychologami, pedagogami, logopedami i wybitnymi rehabilitantami, aby pomogli spełnić te wymogi. Ja zaś powiedziałem, że zrobię wszystko, aby spełnić wymagane warunki do nabycia tych programów.
Zbieranie wyjątkowych opinii od rehabilitantów, pedagogów, logopedów i psychologów trwało wiele miesięcy. Ich celem było spełnienie wymogów niezbędnych do uzyskania dofinansowania na mój stacjonarny komputer z systemem przystosowanym do obsługi dwóch specjalistycznych oprogramowań przeznaczonych na ogół dla osób niewidomych.
Zbieranie dokumentacji do dofinansowania na sprzęt komputerowy i oprogramowanie dla osób niewidomych okazało się dla mnie prawdziwym emocjonalnym rollercoasterem. Proces zdobywania tych opinii był dla mnie nieustanną walką, która wymagała ogromnych pokładów sił psychicznych. Czasami czułem się wręcz bezsilny. Liczba skomplikowanych testów i procedur była wręcz przytłaczająca i przygniatająca mnie od środka. Nie potrafię zliczyć, ile razy podczas spotkań ze specjalistami czułem, jak narasta we mnie frustracja i totalna bezradność. Siedząc przed nimi i zmagając się z pytaniami, które momentami całkowicie mnie przerastały, miałem ochotę chwilami się całkowicie poddać. To nie były zwykłe formalności, to była absolutna walka z własnymi ograniczeniami.
Niektóre pytania uderzały we mnie tak mocno, że czułem się całkowicie bezbronny i osaczony przez wszystko i wszystkich na swojej drodze. Mimo ogromnego stresu i chwil zwątpienia zdecydowałem, że jednak się nie poddam. Przetrwałem to wszystko i dziś czuję ogromną ulgę w moich emocjach, że nie odłożyłem swojego metaforycznego miecza średniowiecznego. Wygrałem tę walkę i zdobyłem upragnione opinie, które otwierają przede mną drzwi do możliwości kwalifikacji do wszystkich niezbędnych mi specjalistycznych sprzętów, do których jako osoba z niepełnosprawnościami tak bardzo potrzebuję dostępu w codziennym życiu.
Każdą z opinii zawieźliśmy naszym samochodem do Świętochłowickiego Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, w którym pracują osoby realizujące projekty dofinansowań z państwowego programu środków Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych zwanym powszechnie w skrócie PFRON.
Na oficjalne pismo informujące mnie o decyzji Państwowego Programu Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych musiałem poczekać do poniedziałku 3 kwietnia 2017 roku. Wtedy tata mi przeczytał informacje zawarte w piśmie, z których dowiedziałem się, że zechcieli przyznać mi dofinansowanie. Niestety okazało się być to wielkie szczęście w nieszczęściu. Bowiem w piśmie wyznaczono kwotę dofinansowania, która nie może być wyższa niż 1800 zł. Wkład własny to 3400 zł, koszt zakupu wynosił 8500 zł, więc niestety brakowało nam 3300 zł, aby zrealizować zakup sprzętu.
Gdy dowiedziałem się, że brakuje nam aż 3300 zł, by kupić ten sprzęt wraz ze specjalistycznym oprogramowaniem, świat nagle się dla mnie zawalił. Poczułem paraliżującą bezsilność, co oznacza tyle, że całe moje marzenie i plany nagle uciekały mi przez palce niczym lecąca woda z kranu. Wtedy mój tata spojrzał na mnie, zrozumiał co poczułem, uśmiechnął się spokojnie i powiedział do mnie tak: „Synu, czym ty się przejmujesz? Przecież są w internecie miejsca stworzone właśnie po to, by pomagać osobom z niepełnosprawnościami w takich sytuacjach”. Zapowiedział, że natychmiast założy na jednej ze stron, które pomagają osobom takim jak ja dla mnie zbiórkę. W jednej chwili ogromny ciężar spadł mi z serca, a lodowaty strach ustąpił miejsca potężnej nadziei w mojej duszy i ciele. Uwierzyłem, że z pomocą dobrych ludzi z internetu ten cel jest bezpośrednio na wyciągnięcie mojej ręki.
Aby udało nam się zebrać wkład własny 3400,00 zł tata założył zbiórkę na bardzo życzliwej stronie internetowej „ SięPomaga.” W wyniku dobroci osób prywatnych i dofinasowaniu Fundacji Votum, udało nam się zebrać na zbiórce brakujący wkład własny.
Brakujące 3300,00zł wpłaciła bardzo życzliwa instytucja wspierająca każdą osobę niepełnosprawną, czyli Fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy znana szerszej publiczności pod mianem WOŚP.
Oprogramowania specjalistyczne w 80% dofinansowane zostały z PFRON u) 2597,12zł. Po zebraniu wszystkich pieniędzy nasz wkład własny wyniósł 649,28 zł
Drukarka ze skanerem lub inaczej urządzenie wielofunkcyjne Brother Wi-Fi w cenie 599zł brutto otrzymałem, dzięki wpłacie prywatnej osoby, której nie mogę wyjawić danych osobowych ze względu na jej życzenie pozostania anonimową.
W tym fragmencie chciałbym podzielić się swoją potrzebą wyrażenia wdzięczności, którą żywię wobec osób, które zechciały wesprzeć mój zakup specjalistycznego komputera stacjonarnego w ramach ukończenia zbiórki stworzonej przez tatę. Komputer ten jest wyposażony w system operacyjny obsługujący dwa specjalistyczne programy przeznaczone na ogół dla osób niewidomych. Tylko dzięki Waszym cegiełkom wpłacanym na zbiórkę udało nam się razem z tatą zgromadzić wkład własny w wysokości 3400,00 zł.
Chciałbym, aby wszyscy bliscy, przyjaciele mojego taty oraz jego życzliwi znajomi, a także dwie wspaniałe organizacje wspierające osoby niepełnosprawne – Fundacja Votum oraz Fundacja WOŚP – Oraz osoby prywatne z sieci, które zaangażowały się w zbiórkę, wiedzieli, że Wasze wsparcie finansowe, ku mojej wielkiej radości, udowodniło całemu światu, iż moje przekonanie o ludzkiej życzliwości jest jak najbardziej właściwe. Gdy wielu życzliwych ludzi łączy swoje siły, aby pomóc drugiej osobie, wspólnie osiągają to, czego jednostka przenigdy nie byłaby w stanie dokonać samodzielnie. To pokazuje, jak potężną mocą dysponuje wielka ekipa zgranych ludzi.
Z całego serca dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w zbiórce. Wasze wsparcie to dla mnie coś więcej niż tylko pieniążki. To dowód na to, że odwieczne moje marzenia recenzenckie są dla ludzi z Internetu niezwykle ważne tak jak i dla mnie. Cel ten osiągnąłem wyłącznie dzięki Wam, a każda złotówka, która była przelewana niosła ze sobą nadzieję i przybliżała mnie do spełnienia moich wszelkich recenzenckich marzeń.
Wiedzcie, wszyscy przyjaciele taty i nieznajomi z Sieci, którzy brali udział w zbiórce, że brakuje mi słów, by wyrazić, jak głęboki dług wdzięczności mam wobec Was.
Pozostaniecie na zawsze w moich oczach cudownymi aniołami.
Gdybym miał taką możliwość to chciałbym z głębi mojego serduszka Was wszystkich wyściskać.
Ogromnie mnie cieszy, że okazaliście, drodzy znajomi taty i jego bliscy przyjaciele poprzez wsparcie zbiórki, że zawsze mogę na Was liczyć, niezależnie od trudności, jakie daje mi pod nogi życie.
Miejcie świadomość drodzy przyjaciele i szanowni znajomi mojego taty, że pragnę, abyście wiedzieli, że istnieję tylko dzięki funduszom, jakie daliście na zbiórkę. W moich oczach jesteście na wieki prawdziwymi bohaterami.
Pomoc was wszystkich udowodniła całemu światu, że ludzka życzliwość potrafi nie posiadać żadnych granic.
Cenne zaangażowanie obu organizacji Fundacji Votum oraz Fundacji WOŚP, które wspierają wszystkie osoby z niepełnosprawnościami, dowodzi, że ich rola jest niezwykle kluczowa w rozwoju każdej osoby, która się do nich zgłasza. Gdyby nie ich wsparcie w zbiórkach, nie miałbym dostępu do sprzętu, który jest mi niezwykle niezbędny do osobistego rozwoju. Działania tych fundacji pokazują, że organizacje pozarządowe potrafią szybko i skutecznie uzupełniać luki w programach rządowych dotyczących wsparcia osób niepełnosprawnych. Gdyby nie istnienie dodatkowych organizacji to programy rządowe, takie jak PFRON nie miałyby wystarczających funduszy na pokrycie wszystkich wymaganych kosztów na zakup pełnowartościowych sprzętów wspomagającego rozwój, który jest niezbędny każdej osobie z niepełnosprawnością, aby mogła stopniowo przezwyciężać swoje ograniczenia.
W moim odczuciu działania tych organizacji dowodzą, że bariery życiowe, architektoniczne i medyczne, które wynikają z osobistych zaburzeń osób niepełnosprawnych, można skutecznie, chociaż częściowo przełamywać dzięki solidarności społeczeństwa oraz celowemu wsparciu finansowemu zrzutek podobnych do tej, którą zorganizował mój kochający tatuś w mojej sprawie. Pokazują, że osoby z niepełnosprawnościami, przy odpowiednim wsparciu materialnym i technicznym, mają w wielu przypadkach realną szansę na odzyskanie częściowej samodzielności oraz pełne uczestnictwo w życiu społecznym.
Dziękuję osobom, które zarządzały Fundacją Votum że zdecydowały się pisać posty, które nagłaśniały zbiórkę utworzoną w mojej sprawie przez mojego tatę. Dzięki Waszej inicjatywie cały czas mnóstwo ludzi dowiadywało się o niej, a to sprawiło, że więcej osób zostało uświadomionych o mojej potrzebie nabycia tego specjalistycznego komputera. Za Waszą przyczyną ludzie zyskiwali wiedzę, że przezwyciężę część moich ograniczeń zdrowotnych poprzez sprzęt, o którym wszędzie i nieustannie mój tata mówił.
Niech wszyscy dowiedzą się, że Fundacja Votum jest dla mnie uosobieniem szlachetnego dobra. Zaangażowanie tej fundacji udowodniło całemu światu, że szum medialny może znacząco zmotywować ludzi do podjęcia inicjatywy zjednoczenia się w jednym wspólnym celu.
Przesyłam też dozgonną serdeczną wdzięczność w stronę wszystkich wybitnym rehabilitantów, pedagogów, psychologów i logopedów z Samodzielnego Ośrodka Rehabilitacyjno-Oświatowego dla Dzieci Niepełnosprawnych Centrum Rozwoju Dziecka za wiele genialnie napisanych i profesjonalnych opinii, które pozwoliły mi zdobyć możliwość bezpośredniej kwalifikacji do dofinansowania w państwowym programie PFRON abym miał fizycznie ten sprzęt komputerowy i oba specjalistyczne oprogramowania. Gdyby nie Wasze zaangażowanie to nie miałbym ani kwalifikacji do nabycia obydwu programów komputerowych, które teraz na co dzień pomagają mi realizować moje pasje pisania głosem moich tekstów recenzenckich. Gdybyście nie okazali swojego zaangażowania to nie miałbym tego komputera, w którym są zainstalowane to oprogramowania i nie mógłbym rozwijać się w tym co jest naprawdę dla mnie ważne. Będę Wam do końca życia wdzięczny za napisanie każdej opinii.
Chciałbym wyrazić swoje gigantyczne uznanie pewnej prywatnej osobie, która z własnej nieprzymuszonej woli przelała kwotę niezbędną do zakupu drukarki ze skanerem Brother Wi-Fi. Jestem niezwykle wzruszony jej wsparciem i czuję się za to bardzo rozczulony. Dzięki tej inicjatywie w końcu posiadłem drukarkę, która ułatwia mi życie każdego dnia. Zawsze, gdy odbywają się wizyty lekarskie, mam możliwość drukowania wszystkich niezbędnych dokumentów, co znacznie ułatwia mi przygotowanie się do wizyty w gabinecie. Ponadto mogę również uzupełniać cyfrowo dokumentację medyczną poprzez skanowanie nowych przybywających dokumentów.
Zaangażowanie mojego taty udowodniło, że jego miłość jest absolutna, a moje marzenia recenzenckie stanowią dla niego priorytet. Gdyby nie jego praca związana z dokumentami kwalifikującymi do programu PFRON i codzienne zaangażowanie w nieustannym pomaganiu mi w spełnieniu moich marzeń w sposób, że zapewnił mi ten sprzęt komputerowy przystosowany do obsługi specjalistycznych oprogramowań przeznaczonych ogólnie dla osób niewidomych, to nie zdołałbym spełnić swoich marzeń związanych z byciem hobbistycznym retro recenzentem filmowym. Gdyby mój tata nie wspierał mnie w każdej chwili mojego życia niezależnie od poziomu trudności nie posiadałbym tak wielkiej chęci do ciągłego przeciwstawiania się swoim ograniczeniom, w związku z tym nie miałbym parcia na rozwój, a to sprawiłoby, że teraz nie posiadałbym własnej strony internetowej pozwalającej mi się rozwijać jako hobbistyczny retro recenzent filmowy. Gdyby nie wsparcie ukochanego tatusia nie miałbym wszelkich możliwości, jakich dał mi ten specjalistyczny sprzęt. W konsekwencji nie miałbym możliwości częściowego w świecie cyfrowym przezwyciężenia swojej dysfunkcji spowodowanej olbrzymią barierą braku umiejętności czytania i pisania.
Gdybym miał ocenić z perspektywy czasu rolę mojego taty w moim życiu, wszelkie ziemskie skale okazałyby się bezużyteczne, ponieważ zasługuje na najwyższe, najwybitniejsze wyróżnienie, jakie zna ludzkość, ocenę całkowicie poza skalą. Jego obecność to kategoria poza jakimkolwiek rankingiem, absolutne arcydzieło bezinteresownej miłości. Pomoc, którą otulał mnie na każdym etapie drogi mojego życia to najpiękniejszy prezent, jaki człowiek może podarować drugiemu człowiekowi. Ale to, co najcenniejsze, działo się w ciszy: jego emocjonalne wsparcie wykuło mój obecny charakter. Bez tej bazy, bez jego ramion chroniących mnie przed negatywnymi aspektami świata, nie zaszedłbym nigdzie, a już szczególnie nie tak daleko jak jestem teraz. To on nauczył mnie patrzeć na świat z zachwytem i odważnie wierzyć, że ludzie na ogół są uosobieniem szlachetności i życzliwości do drugiej osoby. Gdybym miał stworzyć definicję bezwarunkowej miłości i absolutnego bezpieczeństwa, napisałbym po prostu słowo „mój ukochany tatuś”.
Będę dziękować losowi do ostatniego tchu, że obdarzył mnie takim wspaniałym ojcem jakim bez wątpienia jest mój tata Krzysztof Morys. Będę nosił w sercu głęboką wdzięczność za każdy gram dobra i bezwarunkową pomoc, którą od niego otrzymałem. To nie były zwykłe, puste gesty. Jego wsparcie emocjonalne stało się moim bezpośrednim fundamentem, bezpieczną przystanią, bez której nie potrafiłbym chłonąć świata tak, jak robię to dzisiaj. Bez niego po prostu by mnie nie było ani w miejscu, w którym stoję, ani jako człowieka, którym się stałem obecnie. Jeśli ktoś zapytałby mnie o żywą definicję całkowitego bezpieczeństwa i najczystszej, bezinteresownej miłości, bez wahania wskazałbym właśnie jego. To najpiękniejszy dar, jaki można otrzymać od drugiego bliskiego człowieka, a moja wdzięczność nie ma granic.
Pieniądze od Was dały mi zatem możliwość podjęcia działań, aby móc zrealizować swoją pasję pisarską jaką jest tworzenie retro recenzji filmów o przeróżnej tematyce. Dzięki Wam mogę mieć w końcu sprzęt komputerowy, na którym specjalistyczne oprogramowania do głosowego pisania i czytania dla osób niewidomych mogą błyskawicznie działać. Bez zaangażowania Was wszystkich jako osobnych jednostek i organizacji, które wsparły mnie w tych ciężkich chwilach nie zdołałbym otrzymać tego sprzętu. Za to będę Wam niesamowicie wdzięczny do końca swojego bezgranicznie cennego życia. W swoim tekście chciałbym Wam wszystkim obiecać, że każdego dnia będę w pełni wykorzystywał swój nowy sprzęt, aby realizować każde swoje marzenie pisarsko - recenzenckie.
Obiecuję Wam jedno: w każdą retro recenzję filmów, którą codziennie będę pisać będę wkładać cząstkę siebie, myśląc o Waszych nastrojach, wrażliwości i potrzebach. Doskonale wiem, jak to jest szukać w filmie ratunku przed szarą okrutną codziennością. Dlatego nie tylko będę oceniał dla Was, ale też będę zawsze przeżywał te historie razem z Wami, moimi uwielbionymi czytelnikami. Chcę podarować Wam drogowskazy do filmów, które chwytają za serce, niosą światło i rozpalają emocje wtedy, gdy najbardziej tego potrzebujecie. Zanurzmy się razem w opowieściach, które pozwalają zapomnieć o całym świecie.
Zainstalowane w tym komputerze stacjonarnym specjalistyczne oprogramowania dla osób niewidomych, które udało mi się dzięki zaangażowaniu życzliwych ludzi i organizacji zdobyć nie dały mi możliwości całkowicie samodzielnego pisania i czytania. Zamiast tego dały mi możliwość korzystania z ich asysty na co dzień polegającej na wyręczaniu mnie w tych czynnościach, które wymagają umiejętności czytania i pisania. Aby lepiej zobrazować Wam tą sytuację przedstawię dokładne wyjaśnienie jak działają te programy. Jeden program przetwarza moją mowę na tekst pisany, zaś drugi czyta mi na głos to, co napisał pierwszy program.
Korzystając z pomocy obu specjalistycznych programów, postanowiłem założyć konto na platformie Facebook. Po utworzeniu konta i skonfigurowaniu wszystkich ustawień, przy wsparciu moich programów, podjąłem inicjatywę dołączenia do grup tematycznych bezpośrednią związanych z klasyką kina. Gdy moje pisemne prośby o dołączenie do grup zostały zaakceptowane przez administratorów, mogłem przystąpić do kolejnej, bardzo ważnej dla mnie inicjatywy, udziału w dyskusjach na tych grupach. Wchodząc w sekcje komentarzy, reagowałem na wypowiedzi innych uczestników. I nareszcie mogłem doświadczyć tego, o czym wspominali moi rówieśnicy ze szkoły podstawowej, a więc tej ekscytującej radości wynikającej z ciekawych pisanych rozmów na grupach, o których słyszałem mnóstwo superlatyw. Spontanicznie wytworzyła się we mnie szczera i nierozerwalna chęć wymiany kontaktów z ludźmi poznanymi na grupach facebookowych na przykład. tradycyjne numery telefonów oraz adresy e-mail. Każda z tych osób zaproponowała mi, że podadzą mi swoje maile, bo nie przepadają osobiście za podawaniem losowo poznanym osobom z Internetu numerów telefonu.
Postępująca niechęć moich wszystkich znajomych do interakcji głosowych w połączeniach telefonicznych tradycyjnych budziła we mnie autentyczny egzystencjalny niepokój. W moim przekonaniu rozmowa telefoniczna nie będąca częścią Messengera czy Whatsappa zawsze stanowiła intymny akt komunikacji, duchowy pomost, który swoją wartością ustępuje jedynie spotkaniu twarzą w twarz z drugim żywym człowiekiem. Rezygnację z tej formy kontaktu postrzegałem jako mega niepokojącą alienację. Pragnąc pojąć to zjawisko, poprosiłem o radę mojego tatę. Słowa, które wtedy usłyszałem od niego, przyniosły brutalne oprzytomnienie: „Żyjemy w rzeczywistości, w której nasza tożsamość jest nieustannie zagrożona przez cyfrowych drapieżników, a lęk o własne bezpieczeństwo paraliżuje naturalną otwartość”. W tamtym momencie nastąpił we mnie błyskawiczny przełom. Uraza bezpowrotnie minęła, ustępując przestrzeni dla głębokiego współczucia dla rosnącej liczny użytkowników pustych aplikacji do czatowania online. Z absolutną akceptacją przyjąłem fakt, że e-mail stał się dla nich tarczą chroniącą ich wewnętrzny spokój.
Z biegiem czasu pisemne konwersacje na mailu przerodziły się w głęboką więź przyjacielską, której kompletnie się nie spodziewałem doświadczyć z osobami, których nie poznałem osobiście, a którzy czułem jakby byli mi znani przez całe moje życie. Z czasem nasz kontakt tak się rozwinął, że wspólne zaufanie sprawiło, że osoby, o których wspominam dały mi nareszcie numery swoich telefonów, abyśmy mogli dzwonić do siebie bez względu na obecność lub nieobecność sygnału internetowego. Ta więź, którą ze sobą stworzyliśmy sprawia, że każda z tych osób pomaga mi w rozwoju mojej strony promując ją na swoich mediach społecznościowych.
Gdybym nie otrzymał zakupionego sprzętu komputerowego z wgranymi specjalistycznymi obydwoma oprogramowaniami ogólnie przeznaczonych dla osób niewidomych to nie mógłbym teraz mieć wielu wspaniałych przyjaciół, którzy stali się ważną częścią mojego życia, ponieważ nie mógłbym w ogóle pisać wiadomości, komentarzy, stworzyć swojej strony ani czytać cyfrowe wersje tekstów.
Kiedy już udało mi się do perfekcji opanować moje obydwa oprogramowania zacząłem przeglądać Internet, aby znaleźć informacje o tym w jaki sposób można założyć darmową stronę internetową, mającą charakter bloga. Z uwagi na to, że moje wszelkie finanse były ograniczone do renty socjalnej to nie było mnie stać na płatny hosting (czyli w dużym skrócie serwer) i własną domenę (czyli najczęściej płatny adres strony). Wszystkie strony, jakie miałem możliwość znaleźć za pomocą wyszukiwarki, udzielające informacji na nurtujące mnie pytanie podawały szereg niesamowicie trudnych dla mnie do obsługiwania witryn. Więc nie przestawałem dalej szukać łatwiejszej opcji. W kolejnych dniach czułem się załamany, bo każda kolejna informacja, którą tam znajdywałem była bardziej skomplikowana od poprzedniej.
Chciałem mieć lepsze samopoczucie, dlatego zdecydowałem się napisać na Messengerze do mojego drogiego drucha Marka Kamińskiego, właściciela strony na Facebooku zatytułowanej dość nietuzinkowo jako „Nocny Marek.”, o swoim beznadziejnym humorze a następnie wyjawiłem mu swoją chęć założenia strony mającej charakter bloga. On powiedział wiele miłych słów, które podniosły mnie na duchu. W tamtym czasie poinformował mnie o rzeczy, która wywołała u mnie niezmierne szczęście. Powiedział, że najlepszą opcją na stworzenie prawie własnej witryny jest założenie strony na Facebooku, bo wtedy nie ponosiło się żadnych kosztów ze względu na to, że prowadzenie strony na Facebooku było całkowicie bezpłatne.
Wiadomości przekazane przez Marka dotyczące potencjału stron na Facebooku przyniosły mi ogromną ulgę emocjonalną i wywołały szczery entuzjazm w moim wnętrzu. Pod wpływem tych niezwykle obiecujących perspektyw, jeszcze tego samego dnia poczułem silną motywację, by przekuć radość w konkretne działanie. Nie zwlekając, natychmiast przystąpiłem do pracy nad stworzeniem własnej strony na platformie Facebook.
Gdy udało mi się z asystą oprogramowań ją utworzyć i nazwałem ją dość wyjątkowo jako Blog Recenzenta Mateusza Morys Po założeniu jej czułem się podekscytowany, bo wszystkie narzędzia zarządzania stroną były w tamtym czasie tak proste, że aż czułem się całkowicie komfortowo korzystając z każdego nich. Gdy już na swojej stronie wszystko poustawiałem, jak należy to następnego dnia opublikowałem wcześniej napisane przeze mnie pierwsze retro recenzje filmów.
Filmy, które wybrałem do zrecenzowania były powiązane z bliską mojemu sercu klasyką kina podczas pierwszych publikacji mojej twórczości. Natychmiastowo spotkałem się z ogromną ilością nienawiści skierowaną w moją twórczość recenzencką, bo ludziom bardzo nie odpowiadało, że mój program do przetwarzania mowy na tekst pisany robi błędy merytoryczne, tworzy błędy interpunkcyjne (wstawia przecinki tam, gdzie nikt ich nie zapraszał), notorycznie tworzy masę błędów składniowych. Co gorsza, ten program czasami notorycznie nie nakłada żadnych znaków interpunkcyjnych takich jak na przykład przecinki, kropki, a to utrudnia odczytanie moich tekstów ludziom, ponieważ nikt nie ma pojęcia, gdzie się zaczęło zdanie a gdzie się skończyło.
Z biegiem czasu wszyscy moi bliscy przyjaciele poznani w Internecie widząc gwałtowne reakcje wszystkich obcych ludzi z internetu, którzy przypadkiem natknęli się na moje recenzje a nie zapoznali się z podstawowymi postami informacyjnymi o mnie postanowili interweniować i podziałać, aby ta cała niechęć się skończyła na wieki wieków. Wtedy każdy z nich zaoferował mi, że będą mi na bieżąco poprawiać moje teksty, by nieprzychylne komentarze na zawsze zniknęły. Już żadna osoba z sieci nie robiła mi przykrości. Bardzo się ucieszyłem, że moja twórczość po poprawach tekstu zaczęła być odbierana przez wszystkich ludzi pozytywnie. Zwłaszcza, że moje autorskie retro recenzje filmów są nietypowe i nie trzymają się schematów zasad języka polskiego.
Wtedy pojawiła się masa nowych komentarzy, które miały wydźwięk stricte pozytywny ku mojej gigantycznej radości. W końcu mogłem usłyszeć miłe słowa głosem programu czytającego te komentarze na temat mojej twórczości recenzenckiej. wówczas też dowiedziałem się od innych ludzi z Sieci, że posiadam wyjątkowy dar, o którym nawet nie miałem pojęcia, że posiadam przez całe moje życie. Tym darem jest moja metaforyczna Codzienna supermoc, którą posiadam w świecie rzeczywistym, czyli tworzenie wyjątkowych tekstów.
O moim darze wiem nie tylko z własnych subiektywnych obserwacji czy wypowiedzi zawartych w komentarzach na mojej stronie, ale także mówili mi o nim moi czytelnicy, z którymi mam kontakt mailowy oraz moi wszyscy znajomi podczas naszych rozmów telefonicznych, czyli mam tu na myśli tradycyjne połączenia komórkowe jak za starych dobrych czasów, ponieważ mam psychiczny i mentalny problem do nowoczesnych internetowych form komunikacji społecznej.
Zawsze, gdy przemawiam do jednego z moich programów do pisania głosowego, a następnie mój program, który przetwarza moją mowę na tekst czyta efekty dokonane przez pierwszy program, zdarza się, że przed publikacją sam jestem zaskoczony wysoką jakością moich prac.
Zawsze poświęcam mnóstwo czasu na dopracowywanie wszystkich moich zdań, aby brzmiały prawidłowo. Uważam jednak, że potrafię jasno i klarownie wyrażać skomplikowane idee, przekształcając chaotyczne myśli w spójną, logiczną strukturę, która po kolei prowadzi czytelnika przez wszystkie punkty moich retro recenzji. Każda moja myśl oraz jej kontekst, które wyrażam w swoich tekstach są mega niepowtarzalne.
Myślę, że to moje coraz lepsze pisanie jest też uwarunkowane nieustannym udoskonalaniem warsztatu pisarskiego, który rozwijam podczas pisania każdej retro recenzji filmów oraz dzięki poprawkom mojej obecnej osobistej korektorki.
Na marginesie wspomnę, że sukces w odbiorze zawdzięczam też moim osobistym podejściem. Wybierając filmy do stworzenia retro recenzji, nie ograniczam się tylko do jednego gatunku, ponieważ uważam, że każdy z nich ma coś interesującego do zaoferowania. Filmy, które wybieram do zrecenzowania, są zazwyczaj bardzo stare, co sprawia, że można je bez problemu zaliczyć do nurtu klasyki kina.
Nadmienię. że moje retro recenzje są wyjątkowe, ponieważ nie tylko stosuję subiektywną, drobiazgową ocenę wszystkich aspektów filmu, ale także zagłębiam się w jego treść, przedstawiając uzasadnienie, dlaczego warto go obejrzeć.
Podejmuję się analizy, której większość recenzentów unika w swoich tekstach. Drobiazgowo analizuję każdą unikalną cechę, jaką film ma do zaoferowania w swojej fabule lub scenariuszu.
A to przyczynia się do odkrywania przeze mnie masy emocjonalnej symboliki, którą uwzględniam w swoich tekstach o filmach, a ta kategorycznie wymyka się innym recenzentom.
W ten sposób pokazuję, że nawet produkcje filmowe skierowane wyłącznie na rozrywkę mogą oferować fascynującą głębię i ekspresję emocji.
Moje działania dowodzą, że stare kino wciąż ma moc poruszania ludzkich serc.
Rozdział czwarty. Trudny okres w życiu, czyli opuszczenie mojej osoby przez wielu najbliższych przyjaciół, kiedy ich najbardziej potrzebowałem.
Po osiągnięciu dużej popularności na Facebooku spotkało mnie pewne nieszczęście. W tym czasie wielu moich znajomych zmagało się z problemami rodzinnymi, związanymi z chorobami bliskich, co zmusiło ich do skupienia się na swoich rodzinach. W rezultacie wiele osób zrezygnowało z poprawiania moich tekstów. W przeciwnym razie ich bliscy poczuliby się zaniedbywani, a ich stan zdrowia mógłby się natychmiastowo pogorszyć.
Pozostały mi jedynie dwie ostatnie osoby: Joanna Wargocka i Aleksandra Szafran, które regularnie wspierały mnie w korekcie moich tekstów. Inni znajomi nie mogli mi wcale pomóc ani podjąć się sporadycznej korekty, ponieważ moje teksty zajmowały mnóstwo ich cennego czasu.
Wymagały one wielu działań, aby były doskonale poprawione. Poprawki korektorskie w przypadku moich tekstów nie ograniczały się jedynie do dodawania przecinków i kropek w odpowiednich miejscach. Aby tekst był odpowiednio poprawiony, musieli podjąć działania łączące profesję korektora z redaktorem. Ich praca dzieliła się na dwa główne etapy: redakcję merytoryczno-językową, która polegała na głębokiej pracy nad tekstem, oraz korektę, czyli ostateczny szlif przed publikacją. Usuwanie powtórzeń, skracanie zbyt długich zdań i dopasowywanie tonu tekstu do odbiorcy, weryfikacja faktów, dat, nazwisk oraz logicznej spójności wszelkich argumentów, dzielenie tekstu na akapity, dodawanie chwytliwych nagłówków i dbanie o płynność przejść między wątkami, zastępowanie kalk językowych i tak zwanych pleonzmów ( czyli na przykład "cofać się do tyłu") lepszymi sformułowaniami, eliminowanie literówek, błędów ortograficznych oraz tak zwanych czeskich błędów (czyli sytuacji, w których polskie słowa są przestawione w sposób nieprawidłowy), wstawianie brakujących przecinków, usuwanie zbędnego nadmiaru znaków, sprawdzanie lub usuwanie myślników, poprawianie końcówek odmiany słów i błędów w składni zdań, pilnowanie, aby skróty, formaty dat czy liczby były pisane jednolicie w całym dokumencie, czyli zamiast cyfr litery, kontrola jednolitości czcionek, interlinii, wypunktowań oraz przypisów dolnych, a także sprawdzanie, czy podpisy pod spisem treści są poprawne.
Z uwagi na to, że dysponowałem jedynie dwiema osobami do pomocy, poprawa moich tekstów zajmowała dużo więcej czasu, co zmusiło mnie do znacznego ograniczenia liczby pisanych recenzji. Oprócz samych recenzji jednej na miesiąc napisałem także dwie wiadomości o charakterze zaproszenia do obserwacji mojej strony na Facebooku. Wysyłałem je osobom, które były członkami grup tematycznych związanych bezpośrednio lub pośrednio z nurtem klasyki kina.
Reakcja na moje wiadomości była dla mnie niezwykle zaskakująca. Wiele osób, zamiast po prostu tylko mnie zaobserwować, zadeklarowało w odpowiedziach, że nie tylko klikną obserwuj na mojej stronie, ale także proponują, iż wypromują mnie na swoich stronkach internetowych powiązanych z platformą społecznościową Facebook.
Przez dłuższy czas czując się emocjonalnie oszołomiony układałem myśli w głowie, nie wiedząc, jak odpowiedzieć na tę wyjątkową propozycję promocji mojej strony. Czułem się zszokowany tak zaskakującą deklaracją. Nie sądziłem, że moja twórczość recenzencka przypadnie komuś do gustu na tyle, by zechcieli ją promować z własnej nieprzymuszonej inicjatywy. Po opanowaniu wszystkich swoich emocji postanowiłem napisać, że chętnie skorzystam z ich oferty, ponieważ dzięki ich działaniom moja strona ma szansę zaistnieć w oczach olbrzymiej ilości internautów.
W ciągu jednego dnia wiele osób promowało mnie na swoich fanpage'ach. W rezultacie mnóstwo ludzi zaczęło mnie obserwować oraz komentować moje posty w sposób niesamowicie pozytywny, co mnie wielce zaskoczyło. Poczułem ogromny zachwyt, że moja twórczość jest odbierana w sposób mega profesjonalny, zwłaszcza że od początku istnienia mojej strony pragnąłem być odbierany jako ktoś, kto się zna na rzeczy. Ucieszyłem się i wzruszyłem tak mocno, że poleciały mi szczere łzy, gdy liczba moich obserwatorów wzrosła z dwustu do sześciuset osób.
Poczułem się niezwykle poruszony, gdy zobaczyłem, jak wielkim uznaniem cieszy się moja kreatywność. Zapragnąłem szczerze, pisać więcej recenzji, jednak z powodu ograniczeń ilości osób z zajmujących się redakcyjną korektą moich tekstów musiałem pozostać przy jednej publikacji miesięcznie. Było to dla mnie frustrujące, ponieważ pragnąłem spełnić oczekiwania wszystkich moich odbiorców, którzy chcieli codziennie czytać nowe retro recenzje filmów.
Z każdym dniem moja popularność w sieci rosła. Po raz pierwszy doświadczyłem, jak to jest być w centrum dużego zainteresowania ludzi. Codziennie otrzymywałem nowe propozycje napisania recenzji od osób związanych z wydawnictwami, które chciały żebym robił recenzje książek oraz stronami internetowymi, które przesyłały mi propozycje zajęcia się dla nich publikacjami prasowymi oraz recenzjami filmów, obejmującymi premiery kinowe. Mnóstwo obserwatorów wysyłało mi propozycje napisania dla nich recenzji ich ulubionych produkcji filmowych.
Byłem wielce zszokowany, ponieważ kompletnie nie spodziewałem się, że wiele osób poczuje mocne szczere pragnienie, abym napisał dla nich na zlecenie recenzje filmów i książek.
Było mi piekielnie smutno, ponieważ nie mogłem podjąć się proponowanych mi zleceń. Wymagałyby one zaangażowania większej liczby osób, aby zrealizować wszystkie projekty recenzenckie naraz. Najgorsze w tym ograniczeniu było to, że nie mogłem wypracować sobie renomy retro recenzenta filmowego na której bardzo mi zależało.
Na każdą z propozycji musiałem odpowiedzieć, że nie jestem zainteresowany, ponieważ ograniczenia dotyczące liczby osób do poprawy zmusiły mnie do takiej decyzji. Dwie osoby nie byłyby w stanie zająć się tak dużą liczbą różnorodnych recenzji, ponieważ ich olbrzymia ilość przekraczałaby możliwości realizacji.
Po dwudziestu trudnych latach uczęszczania do szkoły podstawowej, w których powtarzałem prawie każdą klasę, nareszcie udało mi się ją ukończyć. I poczułem ogromną radość, że wreszcie mogę uwolnić się od miejsca, które nie było dla mnie komfortowe nawet przez krótką chwilę. Przez cały okres męczącej nauki musiałem przebywać z osobami, których za grosz nie lubiłem. Opuszczając tę szkołę, czułem ogromną ulgę, że nie będę już musiał ich widywać, zwłaszcza, że przebywanie w ich obecności wywoływało u mnie same negatywne emocje.
Wtedy po raz pierwszy doświadczyłem pisarskiej udręki, gdyż zaczęło mi brakować weny do tworzenia recenzji. W związku z trudnym doświadczeniem braku weny przez dłuższy czas nie publikowałem na stronie niczego, bo nie miałem opracowanych tekstów. Postanowiłem jednak nie martwić się tym brakiem inspiracji i zamiast tego skupić się na podjęciu kroków, które pozwolą mi poprawić jakość mojego życia. Skorzystałem z obu moich specjalistycznych oprogramowań, aby poszukać pracy na otwartym rynku. Niestety, nikt nie chciał zatrudnić osoby z tak poważną niepełnosprawnością, która sprawia, że nie potrafi samodzielnie czytać ani pisać. W związku z tym postanowiłem podjąć inicjatywę, aby znaleźć zatrudnienie na rynku zamkniętym. Po wielu miesiącach czystej męki udało mi się zdobyć swoją pierwszą zarobkową pracę.
Rozdział piąty. Perspektywy zawodowe dzięki specjalistycznym oprogramowaniom komputerowym.
Zatrudnienie znalazłem w miejscu, którym był Zakład Aktywności Zawodowej w mieście Rudzie Śląskiej, z siedzibą przy ulicy Głównej 11. Zostałem zatrudniony na stanowisku sprzątacza, a mój pracodawca zapewnił mi sprzęt sprzątający dostosowany do mojej niepełnosprawności. Dzięki temu mogłem samodzielnie sprzątać każde pomieszczenie, korzystając z tego oto sprzętu. Niestety, ten sprzęt nie był w stanie odczytać środków czystości, z których musiałem korzystać. W związku z tym, aby uniknąć błędów w proporcjach, pracodawca zatrudniał dodatkowe osoby, które nadzorowały moją pracę, odczytując etykiety butelek, które miałem wlewać do sprzętu sprzątającego. Praca bardzo mi się podobała, dlatego chciałem, aby moja umowa została przedłużona. Niestety, po trzech miesiącach zatrudnienia pracodawca nie zdecydował się na kontynuację współpracy, co zmusiło mnie do poszukiwania nowego miejsca zatrudnienia.
Kiedy mój pierwszy pracodawca zdecydował, że nie przedłuży ze mną umowy, wcale nie poczułem żalu ani smutku. Zamiast tego w moim sercu eksplodowała niesamowita pewność siebie, że znajdę o wiele lepszą pracę niż poprzednia. Gdzieś głęboko, w duszy, czułem wręcz magnetyczną wiarę w to, że to nie koniec, ale początek czegoś o wiele lepszego. Po prostu całym sobą wiedziałem, że lada moment otworzą się przede mną nowe, fascynujące drzwi i błyskawicznie znajdę pracę, w której rozwinę swoje metaforyczne skrzydła.
Miałem dużo szczęścia, ponieważ na nową pracę nie musiałem długo czekać. Wszystko dzięki wizycie w gościach u przecudnej znajomej mojego taty najlepszej możliwej prezeski Ani Kurek z Polskiego Związku Niewidomych, w Piekarach Śląskich. Podczas tej wizyty dowiedziałem się, że w organizacji tej znajdują się osoby niewidome, które pracują w Zakładzie Aktywności Zawodowej o nazwie ZAZ Różnosprawni. Od niej uzyskałem informację, że powiedziały jej, że ten zakład ma swoją siedzibę w mieście Kędzierzyn – Koźle. Później pani Ania poinformowała mnie, że gdy realizowała z osobami niewidomymi wiele projektów miała miejsce ważna dla mojego losu i kariery rozmowa, z której wynikało, że ZAZ Różnosprawni poszukuje osób niepełnosprawnych do pracy w zaciszu domowym.
Zanim zdążyła mi zadać pytanie, ja spytałem, czy moglibyśmy uzyskać jakąś formę kontaktu. W odpowiedzi powiedziała, że właśnie chciała nas zapytać, czy chcielibyśmy otrzymać dane kontaktowe. Po otrzymaniu ich zadzwoniliśmy bezpośrednio do prezesa firmy. Poinformował nas, że powinniśmy przesłać CV oraz orzeczenie o niepełnosprawności drogą mailową. Następnego dnia mogłem już swobodnie rozpocząć pracę, a oni skontaktowali się ze mną w sprawie zadań, które mi postanowili zlecić jako pierwsze.
Obecnie posiadam stałe zatrudnienie w tej samej firmie. Mój stacjonarny komputer, na którym zainstalowane są specjalistyczne oprogramowania stworzone na ogół dla osób niewidomych, wspierają mnie w wykonywaniu mojej pracy zarobkowej dla ZAZ Różnosprawni. Zakład umożliwia mi realizację obowiązków zawodowych w domowym zaciszu.
Muszę koniecznie wspomnieć, że ten nowy specjalistyczny komputer trafił do mnie tylko dzięki zrzutce zorganizowanej przez Fundację Votum w grudniu 2025 roku. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tej akcji, zapraszam do zapoznania się z tym linkiem na mojej stronie: https://zakatekrecenzentamateuszamorysa.blogspot.com/2026/03/recenzent-filmowy-mateusz-morys-pragnie.html
Zostałem zatrudniony na stanowisku pracownika administracyjno-gospodarczego. Mój zakres obowiązków obejmuje takie czynności jak: wyszukiwanie informacji w Internecie, aby móc głosowo opracowywać mnóstwo ciekawych tekstów na wyznaczone tematy przez moją szefową. Wszystko to robię za pośrednictwem tych dwóch specjalistycznych oprogramowań komputerowych.
Praca w firmie ZAZ Różnosprawni przynosi mi uczucie satysfakcji, bowiem czuję, że wykonywane przeze mnie teksty realnie pozytywnie wpływają na rozwój zakładu. Ilość pracy mam dostosowywaną pod wszystkie moje indywidualne potrzeby, ewentualnie problemy zdrowotne oraz ograniczenia moich programów. Każde zlecenie umożliwia mi rozwijanie warsztatu pisarskiego, ponieważ ucząc się wielu nowych słów, które wpływają na mój kunszt pisarski zaczynam myśleć w sposób eseistyki użytkowej. Dzięki temu moje teksty stają się coraz lepsze, co z kolei podnosi jakość treści publikowanych na mojej stronie. Jednakże błędy wciąż się zdarzają, bo niestety tekst słowny, który opracowuję za pomocą moich oprogramowań komputerowych nie jest doskonały.
Praca w tym miejscu sprawiła również, że mój warsztat pisarski na teksty blogowe stał się o wiele lepszy, bo zacząłem bardziej zwracać uwagę na barwę swoich wypowiedzi oraz wyłapywać ze słuchu różne niuanse i niedoskonałości w moich tekstach, a to pozwoliło mi lepiej koordynować działania korektorskie moich dwóch przyjaciół, którzy w moich tekstach poprawiają oni dla mnie wszystko, co jest koniecznym działaniem, aby żadna obca dla mnie osoba nie miała pretekstu, żeby się doczepić, że coś nie gra w moich publikacjach. To pozwala mi publikować swoje teksty z pełnym komfortem, że nie będę mieć lęku spowodowanego obawą, że ktoś mnie zjedzie od góry do dołu za źle wykonany tekst.
Metoda indywidualnego podejścia, którą zastosowano na moim stanowisku, sprawia, że na co dzień nie odczuwam presji związanej z terminami ani co gorsza presji wywoływanej wielką odpowiedzialnością za przygotowanie publikacji. Dzięki temu nie doświadczam frustracji, ponieważ za każdym razem osiągam wspaniałe efekty swojej pracy. Każde zadanie, które otrzymuję, jest interesujące i różnorodne, co pozwala mi na ciągły rozwój i dostarcza wiele nowych cudownych doświadczeń. Nie odczuwam lęku przed porażką, ponieważ niezmiennie w zakładzie zawsze odnoszę sukcesy. Jest to bardzo miłe doświadczenie, ponieważ w życiu szkolnym prawie przenigdy nie miałem jakichś satysfakcjonujących dla mnie osiągnięć.
Metoda indywidualizmu, którą zastosowano na moim stanowisku, pomogła mi przełamać bariery związane z moją niepełnosprawnością, które wcześniej, zanim rozpocząłem pracę w tym zakładzie, wydawały mi się nie do pokonania. Jako przykład podam, że kiedyś unikałem podejmowania nowych wyzwań, obawiając się, że nie będę w stanie im sprostać. Obecnie, gdy tylko nadarza się okazja, chętnie podejmuję się nowych wyzwań, czerpiąc ogromną satysfakcję z zdobywanych doświadczeń.
Wykonanie każdego zlecenia przynosi mi ogromne zadowolenie, ponieważ zawsze staram się je realizować na najwyższym poziomie. Świadomość, że każda publikacja, którą opracowuję, znajduje swoich czytelników i inne osoby zainteresowane, daje mi poczucie spełnienia i realizacji mojej życiowej misji, którą jest pasja pisarsko recenzencka Praca w firmie znacząco wpłynęła na moje poczucie własnej wartości, które znacznie wzrosło dzięki sukcesom zawodowym i pochwałom od mojej cudownej Szefowej. Dzięki temu posiadam wewnętrzną siłę, która codziennie motywuje mnie do podejmowania nowych wyzwań i realizacji kolejnych niebywale satysfakcjonujących projektów.
Swego czasu nie lubiłem za bardzo nawiązywać nowych znajomości, a po tej pracy zacząłem swobodnie to robić odczuwając w tym dużą przyjemność. Kiedyś nie żartowałem w ogóle sobie, bo nie czułem takiej potrzeby, a teraz robię to czasami, ponieważ czuję, że muszę się trochę powygłupiać.
Bardzo się cieszę, że mogę być stałym członkiem wielkiej rodziny ZAZ Różnosprawni, ponieważ zasoby finansowe z niej pomagają mi inwestować w coraz lepsze sprzęty wspomagające mój lepszy rozwój. Bowiem dzięki nim mogłem zakupić nowy Telefon, w którym oprócz wgrania tych samych Oprogramowań jakie mam wygrane w stacjonarnym komputerze wgrałem sobie także 2 nowe specjalistyczne oprogramowania też przeznaczone dla osób niewidomych Lazarillo i Moovit, które służą do samodzielnego poruszania się w komunikacji miejskiej.
Lazarillo Wyszukuje mi trasę z oferowanych w moim okolicy środków komunikacji miejskiej a następnie, gdy wybiorę jedną z tras podejmuje działania przekierowujące mnie do aplikacji Moovit. Ona uruchamia dla mnie trasę i mówi mi na jakiej ulicy się znajduję, co wokół mnie jest, do jakiego miejsca mam iść i na jakim miejscu mam się zatrzymać a następnie, gdy do danego miejsca podjeżdża środek transportu to mówi mi do tego konkretnego pojazdu mam wejść. A gdy już będę w środku to powiadamia mnie za ile przystanków mam wyjść. W momencie podjechania mówi do mnie „czas wysiadać”. A następnie, gdy już dotrę na miejsce, aplikacja prowadzi mnie prosto do celu, cały czas podpowiadając, w którą stronę iść. Te aplikacje pomagają mi poruszaniu się komunikacją miejską. Niestety, te obydwie aplikacje mają ogromnie frustrujące ograniczenia. Mianowicie, w sporadycznych momentach braku zasięgu internetu przestają oba programy całkowicie działać, co sprawia, że czuję się absolutnie bezradny. W momencie padnięcia obu aplikacji nie mam żadnych informacji o tym, gdzie ja w ogóle jestem. W tym informacji o alternatywnych środkach komunikacji miejskiej, które mogłyby mi pomóc dotrzeć do pierwotnego celu. Wtedy tracę całkowicie orientację w terenie, ponieważ nie mam, jak przeczytać sobie spisu odjazdów ze względu na zaburzenia braku umiejętności Samodzielnego czytania i pisania, a nie zawsze znajdą się dobrzy ludzie, którzy będą w stanie dla mnie go przeczytać i pomóc mi w odnalezieniu się. Na szczęście w telefonie mam zapisany numer do mojego taty, więc w takiej sytuacji może przyjechać po mnie swoim samochodem, żeby mnie zabrać z miejsca, do którego mnie przywiodły źle działające aplikacje.
Oprócz tego, te środki finansowe z pracy umożliwiają mi zakup jeszcze lepszego oprogramowania do rozwoju osobistego, które wspiera rozwój mojej strony.
Kiedyś, aby pisać teksty głosowo, musiałem korzystać z telefonu i aplikacji do głosowego pisania Google. Następnie przesyłałem wszystko na komputer za pośrednictwem Messengera, aby skopiować tekst do programu dokumentowego i opracować go do ostatecznej publikacji.
Byłem zmuszony do podjęcia takich działań, ponieważ moje zaburzenie spowodowało, że straciłem permanentną możliwość nauki przyswojenia dwóch umiejętności czytania i pisania. W związku z tym nie jestem w stanie nauczyć się skrótów klawiszowych niezbędnych do obsługi oprogramowania komputerowego do pisania głosowego przeznaczonego ogółem dla osób niewidomych, co uniemożliwia mi tworzenie tekstów w ten sposób. Aby opanować skróty klawiszowe, trzeba umieć czytać i pisać, a ja tego nie potrafię, więc nauka tych skrótów jest dla mnie niemożliwa. W związku z tym korzystałem z dostępnych opcji, pisząc na telefonie, a następnie przesyłając te teksty na komputer. Było to dla mnie bardzo frustrujące, ponieważ zajmowało mnóstwo czasu zwłaszcza, gdy telefon odmawiał mi posłuszeństwa.
Dlatego poszukiwałem lepszego rozwiązania do pisania tekstów, zarówno na bloga, jak i do pracy. Po wielu miesiącach poszukiwań znalazłem idealne narzędzie, a konkretnie program dokumentowy z pakietu Microsoft Office 365 Family. Oferuje on wszystkie podstawowe formaty dokumentów dostępne z firmy Microsoft. Dodatkowo zawiera rewolucyjne i niezwykle przydatne funkcje, które wspierają osoby z zaburzeniami ruchowymi, wzrokowymi oraz dysleksją i dysortografią, a także osoby niedowidzące. Te narzędzie nazywa się ikona do głosowego pisania wyglądająca jak mikrofon.
Żeby uruchomić to narzędzie na komputerze, musiałem dokupić fizyczny mikrofon o nazwie Yeti z firmy Logitec, ponieważ ikona głosowego pisania nie działa bez podłączonego mikrofonu. Gdy już uruchomiłem narzędzie i odpowiednio skonfigurowałem mikrofon, moje życie retro recenzenta filmowego natychmiast się poprawiło.
Ponadto pieniądze, które otrzymuję z tej pracy, pomagają mi co miesiąc w rozsądny sposób spełniać moje materialne marzenia, takie jak zdobycie wymarzonej garderoby, obejmującej garnitury, krawaty oraz różnokolorowe koszule z interesującymi dodatkami takimi jak płaszcze oraz dają mi możliwość realizowania swojej pasji kolekcjonowania gadżetów z pięciu odsłon serialu Ben 10. Posiadam głęboką wiarę że z biegiem czasu spełnię wszystkie swoje marzenia związane z garderobą i zrealizuję wszystkie swoje pragnienia związane z uzbieraniem całej kolekcji gadżetów Ben 10.
Pewnego niesamowitego dnia, podczas wysyłania kolejnych ekscytujących dla mnie wiadomości na Messengerze mających charakter zaproszeniem do obserwacji mojej strony na Facebooku, natknąłem się na osobę o imieniu Dominika Agnieszka Glombin. Odpowiedziała na moją wiadomość, choć na początku niepewna, ale szybko się ucieszyła i obiecała, że z wielkim poczuciem szczęścia przeczyta wszystkie moje publikacje, bo czuje szczerą chęć zgłębienia ich po takiej pasjonującej wiadomości. Po kilku dniach dała mi znać, że jako fanka fantasy, szczególnie jego mrocznego rodzaju, zapoznała się z moją retro recenzją filmu „Książę Dracula” z 1931 roku. Napisała, że czuje się niezwykle wzruszona, bo oddałem głębię istoty samego Lorda Draculi nie przedstawiając go w swojej publikacji jako potwora tylko jako rozchwianego emocjonalnie wraku człowieka, który przez swoją niepoprawnie romantyczną duszę nie pragnie niczego poza doznaniem szczerej miłości.
Czuła się silnie oczarowana moimi wywodami w recenzji, że zapragnęła podyskutować ze mną przez dłuższy czas na temat tego filmu. Po długiej rozmowie, trwającej kilka dni, nawiązaliśmy więź przyjaźni, która sprawiła, że zaczęliśmy sobie bezgranicznie ufać. Spytała mnie, dlaczego popełniam tyle irytujących błędów w wiadomościach, które są niepoprawne w polskiej pisowni. Odpowiedziałem jej, że korzystam z dwóch specjalistycznych oprogramowań, jeden przeznaczony jest do głosowego pisania, zaś drugi jest przeznaczony do czytania wszystkiego, co jest w cyfrowym świecie napisane. Po czym dodałem zdanie, że obydwa programy są przeznaczone ogółem dla osób niewidomych. W następnej kolejności wyjaśniłem jej dlaczego muszę z nich korzystać, skoro nie jestem niewidomy. Czytając moje wyjaśnienia postanowiła wykazać wyrozumiałość, bo mimo że mało jest osób posiadających moją blokadę nie pozwalającą mi samodzielnie czytać i pisać uznała, że to moje zaburzenie jest na tyle wyjątkowe, że może schować swoje poddenerwowanie związane z błędami w tekstach do przysłowiowej kieszeni.
Dominika okazała się być bardzo wspaniałomyślna, ponieważ postanowiła zaoferować mi dożywotnią współpracę korektorską, po czym dodała wyjaśnienie, że korektorstwo jest poprawianiem błędów w tekstach. Bez wahania się zgodziłem, ponieważ chciałem mieć dodatkową osobę, która mogłaby zająć się poprawianiem moich tekstów. Dominika do dziś poprawia moje prace w niesamowicie wspaniały sposób.
Rozdział szósty. Rozpoznawalność w internecie dzięki debiutowi w telewizji.
Po 5 latach prowadzenia strony na Facebooku zdobyłem siedem tysięcy obserwujących. W krótkim odstępie czasowym liczba obserwatorów wzrosła, ponieważ mnóstwo osób, które prowadziły strony na Facebooku w tamtym czasie zdecydowały się przyjąć moje pisemne zaproszenie do obserwacji. W związku z tym po ich kliknięciach ikonki Zaobserwuj miałem jedenaście tysięcy obserwujących.
W tym okresie postanowiłem podjąć inicjatywę poproszenia o zgodę na publikację swojej historii wszystkich administratorów grup powiązanych z tematyką klasyki kina, ponieważ chciałem, żeby szersze grono odbiorców zapoznało się z moją historią, aby zainspirować mnóstwo osób niepełnosprawnych, które widziałem na grupach przeznaczonych stricte dla osób niepełnosprawnych, że na okrągło dołują się swoimi niepełnosprawnościami. Po naprawdę wielu trudnych emocjonalnie miesiącach otrzymałem od każdego z administratorów grup zgody na publikację. Żywię także wielką wdzięczność do wszystkich administratorów, że zgodzili się na udostępnienie mojego posta, w którym opowiedziałem o swojej historii. Dzięki opublikowaniu na tych grupach mojej opowieści zainteresował się mną uczestnik jednej z tych grup, który okazał się być reporterem pracującym dla programu telewizyjnego Magazyn Ekspresu Reporterów. Zaproponował mi wystąpienie w tym programie.
Kiedy ekipa telewizyjna przyjechała do mojego domu, poczułem się niezwykle wyróżniony. To był dla mnie ogromny zaszczyt, że reporter Emil Książczak zdecydował się na moją historię jako temat reportażu, dostrzegając w niej potencjał na ukazanie poruszającego głębię serca drobiazgowego dokumentu.
Ucieszyłem się, że reporter chciał ukazać moją miłość do kina jako pasję, która niewątpliwie stanowi siłę napędową w mojej walce z główną chorobą. Doświadczyłem niezwykłego wzruszenia, gdy usłyszałem, że pragnie pokazać moją codzienność, aby szersze grono odbiorców mogło dostrzec, iż mimo trudności, jakie stawia na mojej drodze choroba melanoza skórnonerwowa, jestem osobą o wspaniałym, radosnym usposobieniu, która nigdy się nie poddaje. Jego zdaniem moja siła woli zasługuje na najwyższy podziw.
Wzruszyłem się maksymalnie, gdy usłyszałem, że chce reporter w swoim reportażu o mnie pokazać moją bezgraniczną wiarę w życzliwość ludzi, co jest niezwykle cenne, zwłaszcza w czasach, gdy wiele osób traci wiarę w ludzkie dobro i bezinteresowne gesty. Za to przesyłam z całego mojego serca panu Emilowi wielkie ukłony uznania.
Byłem niezwykle wzruszony, mogąc rozmawiać z tak wspaniałą osobą. Ucieszyło mnie, że trafiłem na kogoś, kto z wielką uwagą i drobiazgowym podejściem mnie słucha. Miło było dostrzec, że panu Emilowi zależało na tym, abym udzielił dokładnych i rzetelnych odpowiedzi. Jego postawa budzi we mnie ogromny podziw, ponieważ zechciał wysłuchać moich wyczerpujących odpowiedzi na jego błyskotliwe pytania. Z wielką przyjemnością doświadczyłem rozmowy z ogromnie utalentowanym reporterem, jakim jest bez cienia wątpliwości Emil Książczak. W trakcie naszej rozmowy odkryłem, że dla niego, jako doświadczonego reportera, kluczowe jest umożliwienie drugiej stronie pełnego wyrażenia swoich myśli. I rzeczywiście, słuchając go, nagle zrozumiałem, na czym polega prawdziwy kunszt tej niezwykle trudnej profesji. Z fascynacją odkrywałem, jak zdejmuje ze mnie całe napięcie, dając przestrzeń dla mnie, bym po prostu otworzył serce i swój umysł. A potem, z niesamowitą lekkością, rzucał jeden celny, barwny komentarz. Ta iskierka natychmiast rozpalała dyskusję na zupełnie nowych poziomach, zamieniając zwykłą wymianę zdań w czystą magię dynamicznego dialogu.
W trakcie wielu nagrywanych rozmów pan Emil wykazał się niezwykłą wyrozumiałością, jakiej wcześniej nie doświadczyłem u nikogo innego, poza moim tatusiem. Czasami potrzebowałem chwili, by przypomnieć sobie różne fakty, które wcześniej spisałem w ściądze na telefonie, ponieważ mam trudności z przetwarzaniem informacji z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej z powodu mojej podstawowej choroby, melanozy skórno-nerwowej. Gdy mój gość musiał dłużej czekać na moją odpowiedź, dał mi tyle czasu, ile potrzebowałem, abym mógł bezproblemowo odpowiedzieć na wszystkie jego zdaniem niezbędne pytania.
Podczas nagrań telewizyjnych po raz pierwszy w życiu znalazłem się w centrum uwagi. W trakcie każdego z nagrań dziennikarz zadawał mi wiele pytań, które były starannie zrównoważone, aby sprawić, że mogłem poczuć się bardziej niż komfortowo. Każde pytanie było tak skonstruowane, aby umożliwić mi opowiedzenie o różnych aspektach mojej pasji do klasyki kina, a jednocześnie pozwalało na szczegółowe przedstawienie mojej choroby, która jest istotną częścią mojej codzienności, ponieważ wpływa w dużym natężeniu na moje codzienne funkcjonowanie. Doświadczając ogromnego medialnego zainteresowania, zacząłem głęboko rozumieć, jak mogą czuć się osoby sławne z branży hollywoodzkich produkcji filmowych.
Bycie w centrum uwagi mediów dziennikarskich to niesamowity, wręcz odurzający koktajl emocji, który smakuje tak samo wybornie hollywoodzkiej gwieździe wielkiego ekranu, jak i autorom filmowych retro recenzji. Kiedy nagle wszystkie światła reflektorów i obiektywy kamer kierują się na osobę występującą, czuje ona potężny przypływ adrenaliny i dumy. To moment, w którym jej praca, pasja i każde przelane na papier słowo zyskują najwyższą formę uznania. Ten nagły rozgłos otwiera drzwi, które dotąd wydawały się dla mnie zamknięte. Buduje moją renomę, winduje karierę na zupełnie nowy poziom i sprawia, że mój głos zaczyna autentycznie kształtować filmowy świat. To nie tylko miłe łechtanie ego; to potężne paliwo do dalszego rozwoju i dowód na to, że to, co robię, ma ogromne znaczenie dla tysięcy odbiorców oglądających nagrania.
Uważam, że jego podejście sprawiło, iż podczas mojego pierwszego występu telewizyjnego czułem się komfortowo, co pozwoliło mi zaprezentować się w jak najbardziej naturalny sposób. Moim zdaniem, moja swoboda wypowiedzi wynikała z faktu, że pan Emil słuchał ze zrozumieniem wszystkiego, co do niego mówiłem, nawet moich najcichszych słów, a jego pytania były na tyle perfekcyjne, że nie poczułem się nimi przytłoczony.
Reporter, w moim odczuciu, posiada przepiekielnie piękny talent do prowadzenia intrygujących rozmów na wielu płaszczyznach. Pan Emil wyróżnia się wysoką kulturą wypowiedzi oraz doskonałą umiejętnością zadawania przemyślanych pytań. Wielce cenię to w nim, że potrafi usunąć się w cień i pozwolić rozmówcy grać pierwsze skrzypce, gdy zajdzie taka potrzeba. Jego talent jest bardzo rzadki, ponieważ niewielu dziennikarzy z tego co widziałem słuchając wielu wywiadów w internecie ma takie umiejętności. A są one niezwykle cenne, bo pozwalają zaistnieć w telewizji osobom, które są głównym tematem wywiadów i reportaży.
Czułem ekscytację, gdy pan Emil przyjechał do mojego domu z całą ekipą telewizyjną, która rozłożyła sprzęt potrzebny do nagrywania reportażu. Nagrania mojego codziennego życia trwały łącznie kilka dni, a każdego dnia filmowano inny aspekt mojej rutyny. Czułem się, jakby moje mieszkanie zamieniło się w profesjonalne studio filmowe, co było dla mnie niezwykle przyjemnym doświadczeniem. Pozwoliło mi to zrozumieć, jak czują się gwiazdy Hollywoodu występujące w filmach dokumentalnych. To uczucie jest naprawdę niesamowite, ponieważ nieustannie człowiek znajduje się w centrum zainteresowania, co w każdej sytuacji wywołuje wielką ekscytację. Czasami w niektórych momentach staje się trudnym doświadczeniem, gdy odczuwa się zmęczenie związane z codziennym nagrywaniem. Miałem okazję przeżyć ułamek procesu nagrywania filmu, co pozwoliło mi doświadczyć tego, co na co dzień ma miejsce w życiu wielu osób z branży filmowej.
Wiele aktorów występujących w filmach dokumentalnych czuje dumę i wielkie szczęście z wszelkich udanych nagrań w filmach na swój temat. Czasami odczuwają zmęczenie dość ogromną ilością czasu, który muszą poświęcić na ciągłe nagrywanie swojej rzeczywistości, aby oddać pełny autentyzm otaczającego ich świata. Chcą wypaść jak najbardziej naturalnie. Niemniej jednak to, czego doświadczyłem, okazało się dla mnie niesamowicie pouczające. Ja doświadczając choćby fragmentu tego zamieszania, zyskałem wyrozumiałość dla wszystkich aktorów, którzy nie czują pełnego optymizmu, gdy muszą pojawić się w blasku reflektorów, aby ich kariera mogła się rozwijać.
Uważam, że to doświadczenie było niezwykle wartościowe, ponieważ dostarczyło mi wielu ważnych pouczających chwil. Ponadto pozwoliło mi przeżyć masę niesamowitych pozytywnych głębokich emocji, które na zawsze zagoszczą w mojej pamięci jako wspaniale wzruszające i pouczające doświadczenie, albowiem w jednej chwili mojego życia mogłem stać się małą gwiazdą filmu telewizyjnego.
Reportaż został wyemitowany na kanale TVP1, który jest własnością Skarbu Państwa Polskiego. Zarządzany przez firmę Telewizja Polska (TVP). Emisja miała miejsce we wtorek, 2 września 2025 roku, o godzinie 22:50, w ramach odcinka numer tysiąc czterdzieści siedem wyjątkowego i wybitnego programu „Magazyn Ekspresu Reporterów”. Materiał wideo na mój temat zatytułowany „Recenzent”, został przygotowany przez samego autora niesamowitego utalentowanego reportera Emila Książczaka.
Obecnie reportaż z moim udziałem można obejrzeć na oficjalnej platformie streamingowej o chwytliwej nazwie TVP VOD, należącej do Telewizji Polskiej TVP.
Po emisji reportażu zyskałem w oczach szerszej publiczności opinię osoby publicznej, co przyczyniło się do zdobycia jeszcze szerszego rozgłosu, który przyczynił się do zwiększenia mojej liczby obserwujących mnie osób do tysiąc sześćset na Facebooku.
Gdyby te osoby, które zechciały wypromować w mediach społecznościowych oraz w telewizji mojego bloga nie wypromowały go to nie osiągnąłbym duży liczb obserwujących. A w konsekwencji nie zdobyłbym olbrzymich zasięgów. które sprawiły, że większa ilość ludzi pasjonujących się starymi filmami mnie zaobserwowała. Więc do końca życia będę im wdzięczny za bardzo aktywne zaangażowanie w promowanie mojej strony.
Bardzo dziękuję panu Emilowi i jego kolegom z ekipy za poświęcenie swojego czasu oraz za nakręcenie niezapomnianego reportażu z moim udziałem, który powstał we współpracy z całą ekipą telewizyjną.
Jestem wdzięczny reporterowi za szansę opowiedzenia o mojej historii w telewizji oraz za możliwość podzielenia się moją pasją do prowadzenia strony internetowej, na której publikuję autorskie retro recenzje filmów z nurtu klasyki kina. Dzięki jego inicjatywie więcej ludzi mogło zrozumieć moją opowieść, bo zyskali możliwość zobaczenia dużego fragmentu mojej codzienności. Ta inicjatywa przyczyniła się również do rozwoju mojej strony internetowej. Wiele osób oglądających reportaż mogło zobaczyć, w jaki sposób, mimo choroby uniemożliwiającej samodzielne pisanie i czytanie, tworzę swoje teksty oraz zarządzam swoja stroną za pomocą dwóch specjalistycznych programów komputerowych. Dzięki temu zwiększyła się rozpoznawalność mojej strony zarówno w świecie internetowym, jak i telewizyjnym, co pozwoliło na dotarcie do szerokiego grona odbiorców zainteresowanych moją recenzencką twórczością.
Ekipie filmowej, która przyjechała z panem Emilem, serdecznie dziękuję za okazaną mi cierpliwość w obliczu moich trudności spowodowanych zaburzeniami neurologicznymi wynikającymi z mojej choroby oraz ograniczeniami spowodowanymi z niedoskonałości specjalistycznych oprogramowań ogólnie stworzonych dla osób niewidomych przeznaczonych do głosowego pisania i czytania we wspaniałym cyfrowym świecie.
Rozdział siódmy. Narodziny wspaniałej nowej strony.
Życie bywa niesamowicie przewrotne, ponieważ doświadczyłem tego w szybkim tempie. Po pozyskaniu większej popularności sama automatyczna Administracja Facebooka postanowiła stanąć mi na przeszkodzie w drodze do dalszego rozwoju recenzenckim. A mianowicie, zaczęła traktować moje wszystkie teksty jako reklamę przez co najpierw ograniczyła mój profil by następnie całkowicie go zablokować. A wraz z nim mojego podstawowego bloga, który był bezpośrednio połączony z głównym profilem.
Odwołałem się od ich decyzji, a oni zdecydowali się pognębić mnie odblokowując mój profil dopiero po czterech dniach. Jednakże zauważyłem dodatkowo, że automatyczni Administratorzy platformy Facebooka nałożyli na moją stronę na Facebooku dodatkowe ograniczenia, które jeszcze bardziej utrudniały mi zarządzanie wszystkimi narzędziami niezbędnymi do prowadzenia strony na tej platformie. Ponadto, ich nowa Polityka Prywatności zaczęła ograniczać mi działania kreatywne, a to wywoływało u mnie gigantyczną frustrację, która mnie dodatkowo załamywała emocjonalnie.
Po kilku dniach postanowiłem, że nie będę się przejmować tym nietolerancyjnym do granic absurdu Platformą pseudo społecznościową czyli Facebookiem i podjąłem działania mające na celu stworzenie własnej, niezależnej od automatycznej administracji Facebooka strony internetowej. W przypływie błyskawicznego geniuszu nadałem jej prostą, ale jednocześnie chwytliwą nazwę: Zakątek Recenzenta Mateusza Morysa.
Uznałem, że najlepiej będzie założyć stronę, która nie będzie podlegała żadnej platformie społecznościowej. Bo tylko w ten sposób nie będzie istniało ryzyko, że znowu coś się nie spodoba Jakiś platformie społecznościowej i będę mieć ograniczenia kreatywne lub co gorsza, że znowu automatycznej Administracji jakiejś platformy nie podobałoby się moje działania do tego stopnia, że ponownie zechcieliby mnie zablokować. A w konsekwencji moja strona byłaby nieodwracalnie zlikwidowana. Posiadanie własnej strony internetowej usuwa obydwie niekorzystne ryzykowne sytuacje.
Teraz oprócz publikowania tego samego co na poprzedniej stronie, czyli, swoich autorskich retro recenzji filmów z charakterem głębokich emocjonalnych narracji wchodzących pod nurt klasyki kina, mogę stopniowo wzbogacać bloga o inne filmowe franczyzy, bo już nie mam ograniczeń kreatywnych, w tym także o produkcje, które są niepopularne, ale jednocześnie też w pewien sposób wyjątkowe przez to warte wspomnienia o nich.
Mam możliwość stosowania w końcu mojej nowoczesnej formuły tekstów, którą opracowywałem przez bardzo długi czas, która zostanie przez każdą osobę odebrana jako działania nowatorskie, bowiem połączyłem recepturę postów promujących ze szczerymi recenzjami tworząc w ten sposób nowy typ posta. Nazwałem go reklamową recenzją.
Cieszę się, że powstała ta nowa strona, ponieważ moje obawy dotyczące ponownego zablokowania mnie przez automatyczną Administrację Facebooka okazały się słuszne, ponieważ automatyczna Administracja Facebooka na nowo mnie zablokowała, a później kolejnego dnia mnie odblokowała i tak na przemiennie ze mną postępowała. Dlatego postanowiłem, po ostatnim odblokowaniu, że już nie będę zawadzać automatowi Facebooka. Stosunek do mnie ze strony automatycznej administracji Facebooka nie pozostawiły mi żadnych złudnych nadziei na zmianę ich podejścia, dlatego postanowiłem samodzielnie usunąć zarówno mój zwykły profil, jak i stronę na Facebooku. Aby już nie być częścią tej platformy jako jej użytkownik, która ma negatywne nastawienie do ludzi. Teraz koncentruję się wyłącznie na rozwoju mojej nowej strony Zakątek Recenzenta Mateusza Morysa nie będąc powiązanym w żadnym stopniu z Facebookiem.
Rozdział ósmy. Podsumowanie mojego dotychczasowego życia.
Wszystkie możliwości, jakie oferuje mi obydwa specjalistyczne oprogramowania, pozwalają mi na co dzień zapomnieć o moich fizycznych ograniczeniach związanych z brakiem umiejętności czytania i pisania, które są przecież tak piekielnie fundamentalne w naszym świecie. Bowiem za pośrednictwem programów mogę pracować na równi z osobami pełnosprawnymi. Co więcej w moim miejscu zatrudnienia ludzie widzą, że praca wychodzi mi coraz lepiej i doceniają moje wszelkie starania dla nich. Więc poprzez takie drobne gesty jak premia czuję się w pełni doceniany w moim miejscu zatrudnienia.
A oprócz tego rozpiera mnie niesamowita radość, że te specjalistyczne oprogramowania pozwalają mi rozwijać moją pasję pisania retro recenzji filmów. Cieszę się, że za pośrednictwem tych specjalnych oprogramowań udało mi się stworzyć idealne miejsce do ich publikacji niezależnie od tematyki.
Rozpiera mnie ogromna radość, gdy widzę, że osoby czytające moje retro recenzje filmów na nowej stronie dzielą się swoimi przemyśleniami, po czym piszą, że moja retro recenzja filmu zachęciła ich do obejrzenia omawianego przeze mnie kinowego niesamowitego seansu. Ich wypowiedzi zawarte w komentarzach utwierdzają mnie w przekonaniu, że te wartościowe dzieła filmowe, które wybieram na zrobienie retro recenzji, na pewno nie wpadną w przepaść bezkresnej otchłani zapomnienia.
W końcu zaczynam czuć, że zdobyłem to, co bardzo pragnąłem osiągnąć, czyli posiadanie wpływu na odbiór starych filmów przez innych ludzi. Przez to czuję, że jakbym zaczął pisać o współczesnych filmach to będę mieć taki sam wpływ na odbiór filmów w kinach jak profesjonalni wybitni recenzenci filmowi, który przyczyni się do zachęcenia lub wręcz przeciwnie na wybranie się na omawiany przeze mnie seans kinowy. A to da mi taką samą potęgę jaką mają inni profesjonalni recenzenci filmowi, czyli wpływanie na wyniki kasowe w kinach.
Te wszystkie omówione rzeczy sprawiają, że mam na co dzień poczucie, że jestem w pełni wartościowym i przydatnym członkiem społeczeństwa polskiego. Te wszystkie omówione aspekty sprawiają, że na co dzień czuję się również ważną osobą w retro branży filmowej, która służy wszystkim ludziom, bo spełnia ich potrzeby pisząc dla nich wyjątkowe teksty.
Życzę Wam, drodzy czytelnicy, miłego i spokojnego dnia lub wieczoru, w zależności od tego, kiedy to przeczytacie.
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie!
Do zobaczenia wkrótce.
Autorem opracowanego posta jest Mateusz Morys, czyli hobbystyczny retro recenzent filmowy.
Post został przenikliwie poprawiony przez Dominikę Agnieszkę Glombin, która jest moim osobistym korektorem i autorką własnej strony internetowej „Czarodziejka Korekt Tekstów Dominika Glombin”.
Niektóre fragmenty postu były poprawiane przez wielbicielkę starych filmów Joannę Wargocka.
Niektóre fragmenty postu były poprawiane przez miłośniczkę kinematografii Aleksandrę Szafran.
Niektóre fragmenty postu były poprawiane przez miłośniczkę dobrego kina Patrycję Antkowiak.
Niektóre fragmenty postu były poprawiane przez miłośniczkę kina Martynę Ejchelkraut.
Niektóre fragmenty postu były poprawiane przez pasjonata podróży po świecie Pawła Wiszniuka.
Niektóre fragmenty postu były poprawiane przez miłośniczkę dobrego kina Mariannę Czaboćko.
Niektóre fragmenty postu zostały poprawione przez Marka Kamińskiego ,właściciela strony na Facebooku Nocny Marek.
Autorką zaprojektowanego logo mojej strony zaprojektowanego specjalnie do celów marketingowych jest niezwykle utalentowana graficzka Karolina Bil, która jest również właścicielką strony internetowej Carolinedev.pl.
.png)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz